W mdłym świetle może zdarzyć się wszystko. Forma monologu
przypominająca raniuszkę, dziewczynę szkicującą z kruszyn
kosmyków irracjonalne perspektywy: jezioro odtwarzające poblask
księżyca w kokonie lustra, jednak ciągle widzące dziecko,
które czyta świat palcami. Zamykając oczy, myśli, że poszewka
to pierwsza ważna śmierć. A ponieważ nikt z zewnątrz i wewnątrz nie pyta:
kto tam? O świcie wszystko zakrywa liśćmi. Drobni siebie w wybrzuszonej
bliźnie, w siateczkach najbielszych owadzich skrzydeł,
na mokrym grzbiecie klaczy. Lecz nie o tym cichnie z kościelnego głośnika.
Życie, gdy już się w nim rozgościmy, przesuwa nas po ekranach, lub
odczłowiecza w przeczytanych gazetach, aż spóźniamy się na własne kwestie.
Afisz twarzy ściele nagość w przypadkowych oknach, i trwa do chwili
gdy wszystko odrywa od obrazu. Jak wtedy, gdy trzymałam moją jeszcze
bezimienną córkę. Tylko wiatr obrał pierwszy plan przelewając wodę,
w której tonęli cicho, ich miłość niby falujący embrion, nadawała nowe
kształty falom. I czuła nimi.
ależ Ty malujesz; no może jeszcze tylko albert louis aublet sen dzieciątka na pustyni..
zgłoś
Ale Ty tak na poważnie, czy ironizujesz? A może jedno wynika z drugiego? Tak czy inaczej, dziękuję.
zgłoś
no gdzie bym śmiał ironizować wobec majestatu sztuki..
zgłoś
Tak myślałam. :(
zgłoś
a ten grymas, to po jakiemu..
zgłoś
Po mojemu, oczywiście.
zgłoś
widocznie nie znam onego narzecza..
zgłoś
Ty czegoś nie znasz?
zgłoś
wciąż siedzę we wikipedii..
zgłoś
A ja „przy garach”, stąd znikoma nić porozumienia. Chyba?
zgłoś
z naciskiem na chiba..
zgłoś
Tak.
zgłoś
wrócę.. po te kroki..
zgłoś
Wróć...
zgłoś
skazani na powtarzanie życiorysów/ karmimy się pozorami/ i tylko słodka nieświadomość wariata/ daje mu nad nami przewagę//
zgłoś
Niektóre przerywane są zbyt wcześnie. Dziękuję za ślad, Apis. Pozdrawiam.
zgłoś