Koło popychane kijem

[cień I (dotykać wilgotnej kory drzew)

Dobrze mi tam, jak wtedy, kiedy stara sąsiadka przyniosła pierzynę,
pod którą ciągle chciałam leżeć, a wcześniej mówiła, że wyciągnie pod nią nogi.
Zimą gdy poszłam przez pola, pod koniec wsi, ktoś dał mi kawałek chleba,

a pachniał tak, jakby sam był chlebem, pomyślałam: zabrać ten zapach,
którego nie strząśniesz w biegu. Jednak trwał tyle, co deszcz ziaren owsa przed
poświęceniem pól, lub przyozdobienie Maryi plecionkami z zeszłorocznej bibuły.
(Może nawet był samym znieruchomieniem w zapatrzeniu).

cień II (zapocone okna)

Już nie spotyka ludzi, tylko ptaki. Wylatują przez dziurawe zasłony, tracą dzioby,
zużywając skrzydła, kształty. Zbite w jeden wir, łączą się, rwą, istniejąc nadal,
chociaż trudno je nazwać. Niewyrażone nic nie znaczą. A może zbyt wiele,
jak rodziny żyjące na tle fototapet. O nic nie pytają bóstw, Jezusa,

żeby gwałtownie nie nabierać powietrza, sceny widzenia mają w sobie.
Nawet kulki naftaliny. Zimno z wywieszonych pościeli. (Pióra ze sroczego brzucha
w ogrodzie dzieją się, jak płatki kwiatów sypane w Boże Ciało. To dziwne,
że nie rozwlekły go koty. Noc. Deszcz).


z cyklu: z bliska już jej nie było

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
19 grudnia 2015 o 09:26

wiersz skojarzył mi się, z malarstwem Leszka Kostuja: https://www.google.pl/search?q=leszek kostuj

zgłoś

supełek.z.mgnień
19 grudnia 2015 o 12:56

Uwielbiam prace L. Kostuja. Takie skojarzenie, to dla mnie ogromne wyróżnienie. Nie wiem, czy zasłużenie. [W każdym razie, dziękuję, Marzena.]

zgłoś

sam53
19 grudnia 2015 o 10:03

sugestywny obrazek :) przemawiający

zgłoś

supełek.z.mgnień
19 grudnia 2015 o 12:53

Miały być dwa. Początek, i niemal koniec. Dziękuję za słowa pod, i przeczytanie.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się