Przeglądam stare fotografie: sepiowe futro matki czekającej
na poranny autobus. Ojciec, niby stary poeata patrzy na rower,
i jeśli świat się w nim rozpada, w całym blasku śniegu,
zniknąłby gdyby ją objął. Obraz rdzawi palce, zdusza świece,
jak kości z resztkami mięsa. Muchy
krążą nad głowami pstrągów, niczym rozmodlone tłumy.
Okoliczne dzieci wyglądają, jakby próbowały ich ocalić,
sikając na przejeżdżające pociągi.
Zobaczyłam. Ostre obrazowanie, chwilami wręcz trupistyczne. Chyba nie przełknę śniadanka., ale punkcik zostawiam i pozdrawiam :)
zgłoś
Hmm, a to tylko chwila podczas przeglądania zdjęć. ;) Dziękuję za ślad Bosa.
zgłoś