Zawężanie chwil

Lucyna stoi przed kuchennym oknem, twarzą w twarz z drugą
stroną stodoły, w której nasiało się pełno mleczy. Przykłada dłonie
do niewidocznych ran, jakby odpowiadała

za rozkwit jabłoni w wysuszonym chruście, albo popiół w kałuży
spierzchniętych chmur. Mówi, że marzy jej się łóżko dla dziecka.
Gobelin z drzewa, na którym stara para wyryła karawan. Ślady
— chłodne jak spody liści, zanim dom ulegnie śniegowi.

z cyklu: o wychodzeniu na swoje

jeśli tylko
4 stycznia 2016 o 21:04

stoję obok..drugi raz albo czwarty..

zgłoś

supełek.z.mgnień
5 stycznia 2016 o 18:51

Dobrze wiedzieć.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się