Przerośnięte grusze nad rzeką przydają się nie tylko do fotografii,
dlatego Lucyna w każdy niedzielny poranek przychodzi wierzyć.
Nieważne, że pochylają się ku wodzie, jak powietrzne mosty.
Gdy bije dzwon, jej stopy przesuwają cień, rozrywając go od środka.
Liść opada, kręci się, mija już, niby przelatujące ptaki. Dźwięki
owczych dzwonków, gniazdo w pęknięciu kamienia.
z cyklu: o wychodzeniu na swoje
w coś i gdzieś trzeba wierzyć - plastyczne
zgłoś
podoba mi się ten obrazek z wieloznaczącą pointą :))
zgłoś
W tym miejscu przestałam się spodziewać komentarzy, a tu taka miła odmiana. Dziękuję.
zgłoś
też czytałam ileś tam razy i nic nie wpisałam, bo nie wiadomo co...może za dużo metafor na tak krótki tekst (?)
zgłoś
Przemetaforyzowany? A mnie się wydaje, że właściwie ich nie ma. Ale, może się nie znam (co bardzo możliwe).
zgłoś
myślę, że tych metafor jest tu rzeczywiście dużo, czy za dużo ? chyba nie, jednak faktycznie czytanie tego tekstu wymaga dużego skupienia i uwagi właśnie przez to nagromadzenie metafor
zgłoś
no, jeżeli to jest tylko opis, to muszę przyznać, że nigdy nie spotkałam się z gruszami rosnącymi nad rzeką, bo grusze lubią piaszczyste podłoże ale suche - stąd czytam metaforycznie:)
zgłoś
Cały cykl z założenia jest właśnie w takim klimacie (ja się w nim odnajduję, ale rozumiem, że nie wszyscy - na całe szczęście!). Co do grusz (nawet tych dziko rosnących), trochę wiem. Jednak wiem też, że nie tylko przyroda stawia przed sobą wyzwania. Będąc na jednych z najwyższych klifów Anglii, widziałam wierzbę, rosnącą przed samą krawędzią, właściwie nie powinno jej tam być, ponieważ była jedynym drzewem. Sporo już widziałam wędrując po świecie. Poza tym, lubię zdziwienia. Dziękuję, że ktoś tu zajrzał, że mogłam zostawić słowa. Pozdrawiam.
zgłoś
to widzę..
zgłoś
Cieszy, że widzisz.
zgłoś
ja to widzę, słyszę i czuję..
zgłoś
:)
zgłoś
znalazłam w tych wersach miejsce dla siebie...
zgłoś
To chyba dobrze?
zgłoś
Miłego dnia
zgłoś
Miłego i Tobie. (Fajnie, że znowu tu jesteś).
zgłoś