13 listopada 2015
Grudniowe nieba w ciągłym milczeniu. Portrety
Dom, który opuściłam jest cichy, podczas gdy kufer lubi obrastać
w rzeczy. Jest po niej, więc przepełniam go obrazkami dzieci:
w nich zawsze widzę najwięcej pociągnięć farb — zewnętrznych
i wewnętrznych narracji rozciągających się na niewidzialne postaci,
porcelanowe zwierzątka w fenomenach światła, mgielne lampy
pozbawiające szczegółów, chyba że wcześniej doświadczę swoich
korzeni, (co już staje się rytuałem). Wtedy każda kreska potrafi być
mapą, powolną litanią, i rzeczywiście niczego nie przemilczam. Moje
dłonie zawieszone pomiędzy niewidocznymi punktami, splątane
ze sobą sznury, rozchodzą się jak pęknięcia w tkaninie, a każda imituje
czyjąś obecność. W fałdach koca ukryte zachody zacinają śniegiem.
Miejsce, które pozostawimy na kapliczkę, jakby serce skoczyło ponad
rzeką. Na przeciwległym brzegu miasto — cząstki elementarza —
chłopca wszystko dziwi, więc mówię, że dogaszamy jesień. Pożółkłe
pnie, jak dublowani ludzie, którzy w istocie tym różnią się od świata
poza ulicznym ruchem, że są niczym reakcje na niedoskonałe obrazy
z dzieciństwa. (W każdej chwili tutaj chcę wszystkie z powrotem,
choćby były przerysowane).
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
ais
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
dobrosław77
20 lutego 2026
violetta
20 lutego 2026
sam53
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek