Z bliska i tak gorączkowo (anatomia)

Anna nareszcie ma chwilę spokoju, dlatego z wypiekami na twarzy siada w kuchni,
jakby znowu była dzieckiem, i dopiero uczyła się rozpoznawać kolory. Bez patrzenia
nazywa karaluchy po imieniu: Nauczyciel, Gliniany Zlepek, Oberżysta. (Są piękne,
ich pancerzyki lśnią jak najprawdziwsze kamienie i tylko czasami wyobraża sobie,
że ściska je w palcach, jak broszki

przypinane niby byle błahostki). Poetycko okrutna, odprowadza wzrokiem córkę,
która ma śmiałość być samotna i jeszcze wykorzystuje ten fakt, owijając się w miejscu
wskrzeszeń, układa historię wstydu, jak wtedy, gdy najbardziej nie ufała ich wyspie,
w której głód dokuczał jedynie doniczkom pozbawionym kwiatów. (Wyglądały
jak od dawna nieodwiedzane groby, gdzieś daleko stąd, gdy nadchodzi czas orki).

Ofiarnie powtarza stare przyzwyczajenia, podobne wydmom. Zdradza nerwowość
(nikt mnie nie rozczaruje, nikomu nie grozi rozczarowanie). Żadna z myśli jaką snuje,
nie pozostanie w niej ani chwili dłużej. Oberżysta wzmaga częstotliwość ruchu, więc
Anna zaczyna się uśmiechać, zatracając swoją istotę, choć jej oczywiście nie mąci.
Raczej trzyma na muszce, na podstawce z sitowia. (Wygląda jak dziewczynka).

blue eye
8 maja 2015 o 08:23

Ten "kibel" mnie trochę zaskoczył, jakoś mi tu nie pasuje, zmieniłabym :) ale podoba mi się historia, świetnie się czyta, zaciekawia, powinien być c.d. (kiedyś) :) no, bo ciekawa jestem i już :)

zgłoś

supełek.z.mgnień
8 maja 2015 o 09:40

A na co (jeśli to nie kłopot)? W takiej formie ten tekst się ze mnie "wylał" i tak go zostawiłam, co nie znaczy, że tak być musi. Ciągu dalszego chwilo nie przewiduję, ale kto wie. Dziękuję za ślad. :)

zgłoś

blue eye
9 maja 2015 o 14:41

(ja zawsze z opóźnieniem) jak przeczytałam pierwszy raz, to zamiennikiem miał być klozet, ale szczerze mówiąc nie pasowałby,teraz jest fajnie; zawsze po zmianie wiersza autor niechętnie do niej podchodzi, też tak mam :) takie przyzwyczajenie do pierwszych napisanych słów, bez kombinowania i mieszania... myślę,że nie jest teraz źle i wszystko do siebie pasuje.

zgłoś

supełek.z.mgnień
9 maja 2015 o 23:43

Jak znam życie, pewnie trzeba będzie ''dłubać'' dalej :) Miło, że wróciłaś. Budujące. Pozdrawiam.

zgłoś

Ciekawie snujesz, ale i dla mnie „kibel” wpadł do wiersza jakby... przypadkowo :) Pozdrawiam :)

zgłoś

supełek.z.mgnień
8 maja 2015 o 09:37

Spodziewałam się tego. I ja pozdrawiam. :)

zgłoś

Wracam do Twojego wiersza, ale nadal ten "kibel" wyskakuje jak diabeł z pudełka :)))

zgłoś

supełek.z.mgnień
9 maja 2015 o 01:37

No cóż, bywa, że ''akcenty'' kładą się cieniem na całej reszcie, a czytelnik - zwłaszcza świadomy - daje odczuć, że nie tędy droga... naginam znaczenia ;) Dziękuję za powrót, Bosonoga. Zmieniłam. [Choć mnie ten kibel nie przeszkadzał, a nawet nadawał pewien tok słowotwórczy].

zgłoś

magda p
28 maja 2015 o 09:25

Czyta się :-)

zgłoś

supełek.z.mgnień
29 maja 2015 o 22:48

Dziękuję.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się