Z bliska i tak gorączkowo (anatomia)
Anna nareszcie ma chwilę spokoju, dlatego z wypiekami na twarzy siada w kuchni,
jakby znowu była dzieckiem, i dopiero uczyła się rozpoznawać kolory. Bez patrzenia
nazywa karaluchy po imieniu: Nauczyciel, Gliniany Zlepek, Oberżysta. (Są piękne,
ich pancerzyki lśnią jak najprawdziwsze kamienie i tylko czasami wyobraża sobie,
że ściska je w palcach, jak broszki
przypinane niby byle błahostki). Poetycko okrutna, odprowadza wzrokiem córkę,
która ma śmiałość być samotna i jeszcze wykorzystuje ten fakt, owijając się w miejscu
wskrzeszeń, układa historię wstydu, jak wtedy, gdy najbardziej nie ufała ich wyspie,
w której głód dokuczał jedynie doniczkom pozbawionym kwiatów. (Wyglądały
jak od dawna nieodwiedzane groby, gdzieś daleko stąd, gdy nadchodzi czas orki).
Ofiarnie powtarza stare przyzwyczajenia, podobne wydmom. Zdradza nerwowość
(nikt mnie nie rozczaruje, nikomu nie grozi rozczarowanie). Żadna z myśli jaką snuje,
nie pozostanie w niej ani chwili dłużej. Oberżysta wzmaga częstotliwość ruchu, więc
Anna zaczyna się uśmiechać, zatracając swoją istotę, choć jej oczywiście nie mąci.
Raczej trzyma na muszce, na podstawce z sitowia. (Wygląda jak dziewczynka).
Ten "kibel" mnie trochę zaskoczył, jakoś mi tu nie pasuje, zmieniłabym :) ale podoba mi się historia, świetnie się czyta, zaciekawia, powinien być c.d. (kiedyś) :) no, bo ciekawa jestem i już :)
zgłoś
A na co (jeśli to nie kłopot)? W takiej formie ten tekst się ze mnie "wylał" i tak go zostawiłam, co nie znaczy, że tak być musi. Ciągu dalszego chwilo nie przewiduję, ale kto wie. Dziękuję za ślad. :)
zgłoś
(ja zawsze z opóźnieniem) jak przeczytałam pierwszy raz, to zamiennikiem miał być klozet, ale szczerze mówiąc nie pasowałby,teraz jest fajnie; zawsze po zmianie wiersza autor niechętnie do niej podchodzi, też tak mam :) takie przyzwyczajenie do pierwszych napisanych słów, bez kombinowania i mieszania... myślę,że nie jest teraz źle i wszystko do siebie pasuje.
zgłoś
Jak znam życie, pewnie trzeba będzie ''dłubać'' dalej :) Miło, że wróciłaś. Budujące. Pozdrawiam.
zgłoś
Ciekawie snujesz, ale i dla mnie „kibel” wpadł do wiersza jakby... przypadkowo :) Pozdrawiam :)
zgłoś
Spodziewałam się tego. I ja pozdrawiam. :)
zgłoś
Wracam do Twojego wiersza, ale nadal ten "kibel" wyskakuje jak diabeł z pudełka :)))
zgłoś
No cóż, bywa, że ''akcenty'' kładą się cieniem na całej reszcie, a czytelnik - zwłaszcza świadomy - daje odczuć, że nie tędy droga... naginam znaczenia ;) Dziękuję za powrót, Bosonoga. Zmieniłam. [Choć mnie ten kibel nie przeszkadzał, a nawet nadawał pewien tok słowotwórczy].
zgłoś
Czyta się :-)
zgłoś
Dziękuję.
zgłoś