26 października 2020

poezja

supełek.z.mgnień
supełek.z.mgnień

Po każdej miłosnej nocy. Odgałęzienia

Gdy ciało domaga się sadu, zbiera w łonie deszczówkę.
Zgniłe liście przybierają na sile, i można nazwać wszechświatem
bezpióre pisklę przyniesione przez kota. W wysokich ostach

seria mokrych odbić, rozwarstwia perspektywę. Ciężkie, obce
słowa, intonują dzień rodzin. To co się wydarza, jak kształty
naszych dłoni w półświetle, cmentarz bez kreski horyzontu

—  tuż nad tym miejscem. Dziura okna prowokuje jedynie stołem
w wymiarze, który nie istnieje. Jak najdojrzalszy smak drzewa
w jabłku, dośniony ze zwoju dziecięcych paciorków.



z cyklu: gdy poszarzało aż do odróżnienia, i broń Boże

jeśli tylko
27 października 2020 o 00:13

idę do sadu przez liście.. jeszcze jest zapach..

zgłoś

supełek.z.mgnień
27 października 2020 o 09:53

Jeszcze jest.

zgłoś

jeśli tylko
27 października 2020 o 23:09

hej, światełko, podwiązuję coś dla Ciebie..

zgłoś

violetta
27 października 2020 o 12:54

piękne

zgłoś

supełek.z.mgnień
29 października 2020 o 09:08

:)

zgłoś

Piotr Syn Michała
27 października 2020 o 16:48

zobaczymy dalej

zgłoś

supełek.z.mgnień
29 października 2020 o 09:08

Cokolwiek to znaczy.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się