Zatopole

Kiedyś tego nieba nic nie przecinało, tylko dom
powiększony przez łzy. I gdyby się wtedy odezwać,
nic nie byłoby bardziej czarne niż koty na piecu, cień
tamtej żywej twarzy. (Pragnienie kształtu, niczym
rozdeptane skorupy winniczków).

Nie patrzyłabym z całych sił, jak cielaki, zarzynane raz
do roku. Barwiły piasek — surrealniała od niego łąka,
na brzegach rękawów jawiły się nieznane obrazy.

W plecionce dla królików światło, niby kłębowisko
żółtych liści. Czasem ktoś podchodził, wyciągał ręce,
które jeszcze coś o mnie pamiętały.

________________________________
z cyklu: schizofreniczny patchwork

bosonoga - Gabriela Bartnicka
12 czerwca 2016 o 08:30

Trudno przejść obojętnie obok tego wiersza. Skojarzyło mi się z moim „Gniazdem”, ale z Twoich wersów wypływa coś jeszcze – nie było to szczęśliwe gniazdo :(

zgłoś

supełek.z.mgnień
12 czerwca 2016 o 09:44

Czasami parę chwil w takim "gnieździe" wpływa na resztę życia. Zależy od człowieka, od dziecka. Dziękuję za ślad, bosonoga.

zgłoś

jeśli tylko
12 czerwca 2016 o 15:15

byłam.. wracam..

zgłoś

supełek.z.mgnień
12 czerwca 2016 o 18:24

Dziękuję.

zgłoś

violetta
27 czerwca 2016 o 13:31

piękne

zgłoś

supełek.z.mgnień
27 czerwca 2016 o 18:37

Dziękuję.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się