W połowie marca oczy płoszą się od nadmiaru światła, i Anna
nie wie, czy jest dla nas ciekawsza niż filmy z Cybulskim. Splata
dłonie na piersiach, blade niebo przy nieczynnym torowisku
nagle sierpnieje. Stawopłynne topielice — łupki kory — jej zbieractwo
jedyne tutaj, jak Bóg mieszkający w puchu ostów, donoszą liście.
Ogrodem wyciętym z serwetek nic specjalnie nie poruszy, tylko kształty
ptaków zwijają się w welon, kiedy przenosi pełny pokój do pustego.
Dym wzmaga wiarygodność, gdy wraca odkąd nie patrzy,
jakby to nie wieś bredziła o śmierci.
Anna ma się dobrze. Przenosi marzenia do swojego świata i tworzy historie, niezrozumiałe dla innych, dla których jakby jej nie było... Ciekawy obraz i cichutkie odchodzenie...
zgłoś
Dziękuję, doremi. Tak, w odchodzeniu Anna osiągnęła perfekcję.
zgłoś
cykl o Annie - opowieść o kobiecie, która jest inna, może z racji choroby ( np. schizofrenii?), może z powodu nadmiernej religijności, a może z tych dwóch powodów naraz? nie jestem pewna, czy nie błądzę, ale Twoje wiersze są dość hermetyczne. niemniej – tkasz intrygujące obrazy. „Stawopłynne topielice — łupki kory” - wyławiam jako perełkę. Będę wracać. Pozdrawiam :)
zgłoś
Nie błądzisz. Dziękuję, że zostawiłaś ślad, Bosa. Pozdrawiam. :)
zgłoś
dla mnie ten cykl jest dreszczogenny, za każdym razem
zgłoś
Cieszy mnie Twój ślad (i odbiór). Dziękuję.
zgłoś
Zawsze coś ciekawego można dowiedzieć się o Annie...
zgłoś
Też jestem jej ciekawa. Dziękuję, Blue.
zgłoś