7 września 2017

poezja

supełek.z.mgnień
supełek.z.mgnień

Pamiątki po narodzinach

Jakby rozczarowanie nie wynikało z łączności z ziemią, w tamtej chwili
ludzie żegnają zwierzęta, odtrącają domy. Wygląda to na zabawę,
więc wierzą, a noc dziewiczo czarna, pola obsiane i syte.

I nie byłoby dla nich tej przestrzeni, gdyby nie pogłos burzy: promienie
wykapując, rozlewają się obficie, niby studnia w opuszczonej wsi. Dużo
niejasnych słów: przychodząc, kładą mnie jak chore bydło.

Biorę oddech, jednak nie można tego nazwać ruchem. Westchnienie,
które nie unosi piersi świadczy o tym, że na chwilę znikam. Nim ruszą
zasłoni ich deszcz. Białe podbrzusza, toboły, tobołki.


______________________________
z cyklu: w zmęczonym pejzażu

alt art
7 września 2017 o 14:49

zakamarki niewinności..

zgłoś

supełek.z.mgnień
7 września 2017 o 22:23

Też.

zgłoś

birczin
7 września 2017 o 16:14

zgrabne i smutne słowa...

zgłoś

supełek.z.mgnień
7 września 2017 o 22:23

Bywają i takie.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się