Na skraju brzydkiej wsi, sepiowe futro matki czekającej
na poranny autobus, podkreśla jej nieobecność. Ojciec,
niby stary poeta, patrzy na rower, i jeśli świat w nim
rozpada się w całym blasku śniegu,
zniknąłby gdyby ją objął. I wieje, wieje tak długo, aż tracą
sens, nie zgadzają się imiona. Nie ma much, które mogłyby
krążyć nad głowami, niczym rozmodlone tłumy.
Okoliczne dzieci wyglądają, jakby próbowały ich ocalić,
sikając na przejeżdżające pociągi.
z cyklu: stare fotografie
chiba jednak poeta..
zgłoś
Chiba tak :D
zgłoś
wystarczy być..
zgłoś
Wystarczyłoby.
zgłoś
światło-czułość z utrwalona//
zgłoś
:)
zgłoś
sielski klimat.
zgłoś
:)
zgłoś
To fotografia analogiem?
zgłoś
Analogiem. Czy to coś zmienia? Wpływa na odbiór?
zgłoś
wróciłam.. i podpinam..
zgłoś
Byłam, i dziękuję. Tyle zmieściły Twoje kreski, że chyba z gumy są. :) Bardzo Ci dziękuję.
zgłoś
grzejesz serducho :)
zgłoś