Wróbel trafiony kamieniem wleciał w brzeg następnego
dnia. Szeleści światło na krzaku porzeczki, jak włosy
wykąpanej lalki. Do spalonych łodyg szronią się krople,
strząśnięte z płaszcza, kiedy tam stoję w labiryncie plam,
na granicy snu, nikną cięciwy promieni. Nocne błądzenie
załzawia miejsca, przedchmurza zamieranie. Zostawiasz
miasto za papierosowym żarem, lecz wciąż nie jest widno.
Piach na stopach, i morze. Nawet przy drobnych zranieniach,
śnieg inaczej topnieje na policzkach dziecka, ale też wszystko
jeszcze się stanie. I w tym jest ból.
mam nadzieję, że lalka nie używa prostownicy do włosów..
zgłoś
Ona robi tutaj jedynie za tło, więc właściwie jest bez znaczenia.
zgłoś
to się okaże w ostatnim akcie..
zgłoś
Znowu bez mojego udziału. Cóż.
zgłoś
i w tym jest ból..
zgłoś
Tak. Ale już nie dla mnie, więc...
zgłoś
załzawiasz miasto..
zgłoś
Miejsca wystarczy dla wszystkich.
zgłoś
szaleści..
zgłoś
Na szali czasu.
zgłoś
końcówka..
zgłoś
Przyglądam się, i nie widzę literówki. Albo ślepnę, albo nie rozumiem. :(
zgłoś
mówi się szeleści, a nie szeleszczy :)
zgłoś
chyba, że to celowy zabieg..
zgłoś
Aaa :) Nie rozumiem, w sensie, że szeleszczy jest bardziej moje :D i brzmi. A szeleści, jakby od pieszczot. No trudno... Trzeba więcej czytać. ;) [Dziękuję, bardzo, bardzo.]
zgłoś
Bardzo...
zgłoś
Dziękuję.
zgłoś