Między tym co jest, a tym co jeszcze może być, dzieci
szukając dla siebie miejsca, wyławiają skłębione patyczki,
które przyjmują kształt brzegu. Rysują rybie łuski, tak małe,
że nadal są wodą. W łonach kobiet
wszystko dzieje się naprawdę. Sączy jak blade światło
z telewizorów, które łatwo pomylić z miłością. W barwach
deszczu, żywe są w nich tylko oczy,
jak dopływy dwu rzek. Opatrzone, zmyślone — ich dzieci
podążają za nimi, w wilgotną breję. W chłodny podmuch wiatru,
co jeszcze przez chwilę toczy ukrwione liście, unosi, ożywia.
Urwisko wydaje się czymś zwykłym.
no mówiłem, rodzą nam się dziwne dzieci bez wyraźnej przyczyny..
zgłoś
Ot, przemijalność. Dziękuję za ślad, alt.
zgłoś
byłam.. jestem..
zgłoś
Bądź.
zgłoś
Subtelnie i tajemniczo. Podoba się!
zgłoś
Dziękuję.
zgłoś
Subtelnie, lekko, melodyjnie, zmysłowo i pięknie napisane...
zgłoś
Dziękuję. (Chyba), nie spodziewałam się takiego odbioru.
zgłoś
no i to jest chyba w poezji najfajniejsze :)
zgłoś
Na pewno ważne. :)
zgłoś
blade to
zgłoś
Zoi, bardzo wyszczuplałaś; żeby nie powiedzieć więcej..
zgłoś
Taka pora roku.
zgłoś
więcej o mniej... mocny masz okular że widzisz tak dogłębnie ... ale jak sam pisałeś "taka służba" - ciekawe komu czemu ?
zgłoś
lustru..
zgłoś