Anna zamiast podlewać kwiaty, nic do nas nie mówi.
Patrzy tak ostrożnie, gdy z cerowanej kieszeni wystaje
obrzynek jabłka: uwierająca czerń paznokci jak linoleum
przed leżanką, zapowiada przedwiośnie.
Wspólne rękawy na wieszaku, niczym przeciwieństwo
doskonałych Madonn, mogą zwiastować wojnę. A my
zwlekamy światy w sobie, niby wierszyki
zmyślamy Boga.
na przedwiośniu pada..
zgłoś
yhm
zgłoś
Cykl o Annie nadal intryguje. Fragment " A my zwlekamy światy w sobie, niby wierszyki zmyślamy Boga." - bardzo trafił do wyobraźni...
zgłoś
To już ostatni z cyklu, więc więcej zanudzania nie będzie. ;) Niezmiennie mnie cieszy, że zaglądasz. Dziękuję i pozdrawiam. :)
zgłoś
Też ta część - bardzo! (i szkoda, że Anna się żegna)
zgłoś