23 kwietnia 2016

poezja

supełek.z.mgnień
supełek.z.mgnień

Drzewa najbliższe drodze

Z nastaniem chłodów niebo wydaje się krótkie, dlatego Lucyna zdejmuje
lepy na muchy posypując sutki pieprzem, wyznacza granice ssącemu dziecku.
Walka idzie na kły i pazury. W którejś z trzech warstw halek, pożółkła twarz
Jezusa — babka zaklina pierze, wyszeptując je z inkrustowanych dłoni,

ledwie widoczna przez zaparowane szyby, gdy Lucyna odciąga po szklance
na pierś. Za stogiem siana mężczyzna gubi się i odnajduje, aż przygarnia go
mgła, jak kościół znika w jej wnętrzu. (Jest ziemia, i rzeka. Nieznane pochodzenie
alkoholu). Samotna linia lasu, który raczej zajmuje się śmiercią.



z cyklu: o wychodzeniu na swoje

alt art
26 października 2019 o 15:18

jego też przygarnia mgła..

zgłoś

supełek.z.mgnień
26 października 2019 o 16:02

Prawda? (Dziękuję, że po trzech latach, doczekał się słów).

zgłoś

alt art
26 października 2019 o 16:05

ja bym zaokrąglił do trzech i pół..

zgłoś

supełek.z.mgnień
26 października 2019 o 17:16

Yhm, ano tak.

zgłoś

jeśli tylko
26 października 2019 o 19:22

jeszcze nie listopad..

zgłoś

supełek.z.mgnień
27 października 2019 o 09:49

Jeszcze nie.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się