
sam53, 2 lutego 2026
soli tej ziemi kamień nie przykryje
tak jak mądrości nie wypłucze woda
wiara w człowieka - człowieka przeżyje
wtedy z pewnością zapanuje zgoda
pieśń znajdzie ujście w nie pierwszej miłości
liczyć się będzie tak jak zawsze śmiałość
nie wiem jak zazdrość lecz czego zazdrościć
gdy słowo kocham zabrzmi znów tak samo
znów mnie zaprosisz na spacer po lesie
scałujesz zmarszczkę pod tym zdrowym okiem
w świetle latarni powitamy jesień
wtulisz się we mnie a co będzie potem
soli tej ziemi kamień nie przykryje
może śnieg sypnie - znów za oknem zima
znów spadną gwiazdy - jeszcze nie wiem czyje
a życie życiem
nikt go nie zatrzyma
sam53, 2 lutego 2026
czasem słowa nie łechcą a zwyczajnie duszą
jakby były specjalnie wypachnione łajnem
choć je słyszę nie wierzę - chcę nie wierzyć uszom
że mój język ojczysty nie takim jak pragnę
i dotykam się czoła współczując sam sobie
czy kwiat między chwastami
służy ku ozdobie
Arsis, 1 lutego 2026
Stańmy obok tego drzewa. Spójrz jak spada na nie milczący krajobraz. Milczące niebo
prószące mżącymi kryształkami lodu. To drzewo jedyne. Samotne.
Gdzieś w polu nieskończonej pustki. I gdzieś w pół drogi, kiedy idę: Ty.
I znowu: Ty.
Te skrzące się drobiny osiadają na twoich rzęsach.
Na moich. Naszych włosach.
Oprószają srebrem skronie.
I dłonie, kiedy wyciągamy je do siebie
w rozterce i trwodze nieubłaganego czasu.
Nie słychać niczego.
Nawet wron,
które zazwyczaj uświadamiają nam swoją obecność.
W dalekich odgłosach grzęznących w gąszczu chropawych, brudnych nawoływań…
Chodźmy.
Pójdźmy.
Gdzieś.
… dokądś...
Gdzie nie spojrzeć, olśniewająca biel.
Tak bardzo
lśniąca,
że aż oślepia. I rani.
I ta biel rozwija przeogromne skrzydła
milczących oceanów. Oceanów westchnień idących skądś, dokądś…
- znikąd i donikąd…
Jakby ze snu wychodziły
czyjeś oddechy,
niknące w oddali.
W jasnej przestrzeni
nieskończonego śniegu padającego miękko.
Coraz więcej
na gałęziach
i dłoniach mrozu.
Na twarzy
mojej i twojej.
Na źrenicach naszych…
Kiedyś
tutaj,
latem…
Lecz teraz nie ma niczego. I chyba nigdy nie było. Bo gdzie spojrzeć, jedynie biel skrzypiąca pod
stopami.
Mżąca w spojrzeniach
zlęknionych pustką.
Wszechpotężną,
bo obojętną.
Wzgardzającą nami.
Otulającą coraz bardziej mrozem.
Nic nie mówimy. I chyba nigdy nic nie mówiliśmy.
Bowiem zamarzły nam w tej obojętności usta.
Szronem
okryte.
Śmiertelnie blade.
I twarde jak kamień. Błyszczące…
Lecz cóż mogłoby z nich ulecieć w przestwór?
Jedynie ciche, zalęknione metafory.
Wytarte jak okładka starej książki. Rzucona w kąt ciemnego pokoju.
Już niczyja.
Pokryta kurzem
i srebrną pajęczyną smutku.
Widzisz? Spójrz.
Jesteśmy samotnie nadzy
w swym jasnowidzeniu. Przejęci chłodem i ciszą.
Co przed nami? Kamienna nicość. Dwa kamienie. Skute lodem lśniące obeliski...
(Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-01)
***
https://www.youtube.com/watch?v=sAkJJ79NaOY
Amon, 1 lutego 2026
Wiem że mam sprawne, szybkie nogi.
Wiem też którędy do miasta, wiem gdzie jest dom.
Ba! Znam najszybszą drogę z pięknymi widokami.
Nie zastanowiłeś się nigdy czemu nadal siedzę w jeziorze?
Przecież jest płytkie i lodowate.
Woda, coraz bardziej chłodna, warstwa lodu nade mną coraz grubsza.
Co z tego że wiem gdzie wyjście jeśli nie umiem pływać?
sam53, 31 stycznia 2026
myślę o tobie choć sypnęło śniegiem
a mrozem żegnał przeziębiony styczeń
mój sen przy twoim w lekkiej drzemce przebiegł
jakby chciał blisko albo jeszcze bliżej
zdumiony uśmiech zbudził nas w objęciach
zdejmując z ramion wciąż pachnące wierszem
dwa słowa w chmurze - początek zaklęcia
jak spowiedź we śnie - roztańczone szczęście
gdy wiatr za oknem ślizgał się po lodzie
mrożone ciastko wciaż pływało w kawie
zamróź mi zlazła po wąsach na brodę
przyjdź do mnie Wiosno
lecz w innej oprawie
jesienna70, 31 stycznia 2026
była niedziela
ostatnia
spojrzenie
z przedziału
ostatnie było
i zdjęcie
jakby ukradkiem
zrobione
i to by na tyle
było
Yaro, 29 stycznia 2026
jestem znakiem zapytania
w tym brudnym mundurze
jestem niepotrzebny
jak pusty magazynek
wymyśliłaś mnie dla gierek
jestem innym człowiekiem
mam serce mam rozkaz
kochać ciebie za Polskę
co z moją odwagą
gdy stanę twarzą
do ściany przywarty
nie wypowiem słowa
poddać się nie zdążę
wykrzyknę wolność
dla nas i naszych dzieci
Boże chroń nasz kraj
złe licho niech odejdzie
za dobrze czerwonym
panoszą się na salonach
w sobie zakochani
tetu, 29 stycznia 2026
jestem częścią naturalnego cyklu
wrastam w ziemię
wyrastam z wody
w związku z księżycem bywam
matką
żoną
kochanką
przy nadziei pola pszenicy
szeleszczą swoim językiem
i wszystko wzbiera
kręć się kręć wrzeciono
i choć dłonie mam pełne gwiazd
smakuję życie
miłość wplatając między zboża
sam53, 29 stycznia 2026
czasem widzę oddechy - ciebie ani śladu
czasem cisza jedwabna miedzy nami brodzi
gwiazdy w jedną się łączą jak cienie z zaświatów
które w noc księżycową potrafią zabłądzić
czasem mgiełką przechodzą przez dziurkę od klucza
czasem tańczą z radości - o smutku nic nie wiem
zostawiają łzy szczęścia - czy nimi się wzruszam
wciąż pamiętam twe usta - wciąż całuję ciebie
nawet we śnie nad ranem gdy noc po połowie
wyobraźnią bezwolnie podnoszę powieki
i dwa słowa wciąż słyszę - raz jeszcze je powiedz
Miłość do mnie wysyłasz - może wiatr zbyt lekki
patrz i drzewa w bezruchu - tylko jakiś patyk
znów pod butem zatrzeszczał - krzykiem złamał ciszę
to samotność z tęsknotą grają w nasze karty
po oddechu cię poznam
jeśli kochasz
przyjdziesz
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
2 lutego 2026
wiesiek
2 lutego 2026
sam53
2 lutego 2026
sam53
1 lutego 2026
violetta
1 lutego 2026
Arsis
1 lutego 2026
wiesiek
1 lutego 2026
gabriel 123
1 lutego 2026
Amon
31 stycznia 2026
sam53
31 stycznia 2026
jesienna70