później wskoczę do wody by przybliżyć to miejsce
kiedy pozwalam wymykać się wierszom, stają się prozą, czymś bliskim
ziemi. jak przydomowy staw zasypany gwiazdami, koszule na wietrze,
lub pies żyjący za stodołą — i bynajmniej nie chodzi o stłumioną śmierć.
skóra to płótno obsiane ziarnami, a każde wyssane z dzieciństwa.
dźwięki pamięta się słabiej, niby tunel którego nikt nie rozumie,
albo staruszkę o twarzy upartej, tak po gombrowiczowsku. czuję
smagnięcia deszczu, wątpienie we wszystko.
nigdy nie odmawiam niebu kąpieli //
zgłoś
:)
zgłoś
Spodobał się tak bardzo, że chętnie podniosłabym kilka łapek w górę (a nie mogę ani jednej :)) A ten wers jest perełką: „skóra, to płótno obsiane ziarnami, a każde wyssane z dzieciństwa” Zabieram do ulubionych!.
zgłoś
Cieszą mnie Twoje słowa, Bosa. Zwłaszcza, że już prawie nie piszę.
zgłoś
Życie zmienia się jak kadry w filmie. Musimy się często uszczypnąć, żeby poczuć, że żyjemy...tyle wspomnień, epizodów "wyssanych z dzieciństwa" i wątpliwości...Ładne smagnięcia...:))
zgłoś
Tak, sporo w tym racji, doremi. Dziękuję.
zgłoś
podoba mi się:)
zgłoś
:)
zgłoś
i tytuł też fajny:)
zgłoś
:)
zgłoś