przemijalność — czyli nie jestem panią własnych słów
dzieci nienoszone na biodrze są jak niepewnie wijąca droga
wciąż widzę ją w snach klei się do stóp ale nie nabiera
wyrazistości jakby nie potrzebowała reszty mojego życia
klęcząca staruszka cały czas marzy o cudzie i jednocześnie
spodziewa się katastrofy a tyle z tego ile ze śmiechu
niewypowiedzianych słów z których wyjmuję rąbek miłości
łagodzę wzrokiem jakbym sama była dzieckiem powstałym
ze skóry jej piersi z wiszących woreczków nasion wciśniętych
między ramiona niby przehandlowane koty
pojawiają się nowe obrazy wiatr skrobie po smołowej papie
szukając zacieków z chleba z tętnic stamtąd błogosławiony
układa się w morze albo na odwrotnej stronie zdjęcia
rozmazuje datę i krzyż w dłoniach
czemu dzisiaj trzeszczą drewniane nieużywane od lat schody; może podnieśmy ten nieważki problem; i znów będziemy nadzy..
zgłoś
Hm, dziwne. Dzisiaj zaczęłam pisać tekst, w którym znaczącą rolę odgrywają właśnie takie schody. Wiedziałeś?
zgłoś
nie wiedziałem tylko widziałem..
zgłoś
Poczułam się bezpieczniej.
zgłoś
wiesz, ten wiersz sprawia wrażenie, że jest zbudowany na "jak" i "jakby" - to nie jest zarzut tylko obserwacja
zgłoś
Na szczęście jest w nim również treść. W każdym razie, ja ją dostrzegam. ''Jaki'' są, owszem, ale nie tylko.
zgłoś
pewnie, przecież nikt nie mówi, że nie ma
zgłoś
treści
zgłoś
''Jest zbudowany'', sprawia, że od razu pojawia się we mnie bunt [nie ten zły, tylko twórczy ;)], i mam ochotę bronić treść. Tak czy inaczej, dziękuję za słowa, ponieważ jak najbardziej masz rację.
zgłoś
dlatego na wstępie zastrzegłam się, że to nie zarzut. Pozdrawiam :)
zgłoś
I ja pozdrawiam. :)
zgłoś