18 grudnia 2014

poezja

Miladora
Miladora

kalafonia

w dzbanku do kawy dymiąca smoła
ranek wariuje skrzekiem gołębi
pewnie za chwilę znów mnie zapędzi
w jakieś manowce w których o zgrozo
przez tryby codnia przeklętą połać
będę szła dalej jak pies za nogą
 
mielę się z myślą czas gryzie palce
i przytrzaskuje oknem powieki
chyba nie warto na parapety
sypać okruchów kiedy w powietrze
zdominowane przez ptasi falset
wzbija się tylko fantom wyrzeczeń
 
reszka bez reszty sedno i licho
drą ze mną koty w rytmie dwóch czwartych
polka galopka rozrzuca karty
jakie zbierałam by wyjść z impasu
brnąc w ciągłej stercie receptur cito
ledwo widocznych spoza malatur

jeśli tylko
18 grudnia 2014 o 22:58

a kalafonia trzaska pod podeszwami, by się nie poślizgnąć w tańcu (ech, gdzie te czasy.. :)

zgłoś

Miladora
18 grudnia 2014 o 23:26

Ano - albo trzaska, albo przykleja, Jeślinko. :)))

zgłoś

Wieśniak M
19 grudnia 2014 o 07:54

chrzęst kalafoni/ wstępem symfonii/ a już gołębi słodkie tremolo/ i tylko słuchacz/czytelnik solo/ od blejtramu powiek do arcypłócien/ maluje pod dyktat paluchów w bucie:))- Dobrego Milu :)

zgłoś

Miladora
19 grudnia 2014 o 09:46

O, właśnie, Wuniu. :))) Najdobrego :)

zgłoś

Damian Paradoks
19 grudnia 2014 o 08:41

A może kakofonia;)

zgłoś

Miladora
19 grudnia 2014 o 09:47

To też pasuje, Damianku. Taka myślowa. :)

zgłoś

Damian Paradoks
19 grudnia 2014 o 11:21

a czemu kalafonia? :) Mimo komentarzy naprowadzających kalafonia znam z kontekstu odległego od obrazu który rysujesz :). Przez moment pomyślałem o 'California' ;) ale to też mi nie pasuje :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się