|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (801) Proza (73) Dziennik (269) Fotografia (24)
Pocztówka poetycka (3) Handmade (24) O autorze Znajomi (94) | |
Zmiana sposobu prezentacji
usta wilgotne szukające ust
oczy rozmarzone falujący biust
ręka w zapytaniu cera w gotowości
dawniej… było chyba nieco prościej
tymczasem
biorę kartkę piszę scenariusze
zaznaczam opcje
- chciałbym
- może być
- muszę
jeszcze cztery zgody
rodo oświadczenia
współodpowiedzialność
za zniszczenie mienia
ustalenie parytetów
góra – dół tył- przód
regulamin zbliżenia
i
jestem u wrót
trzepoczą na wietrze piór husarskich łany
konie pod jazdą toczą z pysków pianę
szable pobłyskują lance prężą grot
europa zadziwiona pyta się „ki czort?"
a to nasze chłopaki z podlasia mazowsza
spod kopyt wzbija się historia najnowsza
gdy pędzą przed siebie na oślep co koń
z podhala ku morzu i dalej w morską toń
- trudno dziś o dobre suchary - dostaniesz czasem
stary ze starych zapasów ale nikt nie ma dziś chęci
i czasu a serce włożyć trzeba - dostaniesz chleba
bułek do zapchania - ale z sucharem drogi panie …
pasmo rozczarowania
w tym paśmie zdarzają się wyjątki jakby z innej mąki
na starym zakwasie - trzeba chcieć ale da się da się
opowiadał mi to sprzedawca sucharów na stoisku
w oddaleniu kroków paru od cmentarza komunalnego
podpytywał tam o zainteresowanego - żałobników
szeptał coś na ucho kręcił głową rozdawał gratisy
sam był łysy i miał sztuczną szczękę ale ludzie przystawali
a sprzedawca podawał sucharka rozpędzając na chwilę
zmartwienia i tylko nie wiem - co szepcząc do ucha
miał im do powiedzenia…
pierwsze co się do życia w nas rzuca
to płuca
falując pod wierzchnią odzieżą
odmierzą
wdech - wydech
czas
w granicach klatki
i tak przyspieszą w obrębie agatki
gdy ta przeciera oczy
z zachwytem: "jakiż on uroczy!"
i zwolnią pod dłońmi łukasza
na modłę niedzielnych rozważań
oddając się cyrkulacji
w pracy i na czas wakacji
miech w górę miech w dół
lewym i prawym na pół
trwają
u tchawic bramy
tak w przeciągu
i my trwamy
nieświadomi aż do utraty
gdy unoszą pięcioma płaty
do pieśni i piersi
(...)
--- cały tekst ---
nie tylko poetą w tym życiu się bywa
upływała wiosenna sobota leniwa
jaśmin oszałamiał nornica gryzła ziemię
pospolity lilak rzucał dłuższe cienie
zieleń rozszalała przekraczała skalę
więc… to czas najwyższy „zawrócić gitarę”
-poecie - który słodko drzemał frazy
żona nie pozwala bezsensownie marzyć
wytaszczyła kosiarkę i go grzecznie prosi:
- a może byś misiaczku nasz trawniczek skosił?
rzeczony choć niechętnie dźwiga się z fotela
przepadły bezpowrotnie dwa wersy- cholera!
podchodzi do maszyny przełącza na ssanie
w biegu jeszcze rzuca- no jasne kochanie!
i już jest po ciszy bo zapłon włączony
czterdzieści trzy nawroty od żony do żony
jest już przy ostatnim jakoś dając radę
gdy ciche mlaśnięcie wskazuje na żabę
którą szybkie ostrza pozbawia wieczora
odcięta noga wędruje do wora
kosiarz wysprzęgla i patrzy co urwał
(...)
--- cały tekst ---
Przewodniczący Zhang Lijen odłożył pióro i podniósł wzrok na asystenta.
Skulona w niskim pokłonie postać cierpliwie czekała na znak Zhanga.
- czy grupa interwencyjna już wróciła?
Asystent Shang Tsy dygnął pochylając się jeszcze o kilka centymetrów.
- tak towarzyszu sekretarzu. Kapitan Czong czeka w korytarzu.
- prosić! I dajcie znać w Komitecie że zebranie grupy roboczej o 16.00 w pokoju operacyjnym.
Asystent wyprostował się, odwrócił na pięcie i bezszelestnie wyszedł. Zhang opuścił wzrok i chwilę studiował schnący tusz na karcie .Od śmierci żony, sztuka kaligrafii wypełniała większość wolnego czasu Lijena. Dziś jednak twarzy nie rozjaśniał grymas zadowolenia. Zimne ledowe światło podkreślało oznaki zmęczenia, nadając fizjonomii wyraz pośmiertnej maski. Podszedł do biurka i ciężko opadł na fotel.
W drzwiach stał kapitan Li Czong. Wierny gwardzista i szef ochrony bunkra Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
- towarzyszu przewodniczący, rozkaz wykonany. Ekipa naukowców w tej chwili zabezpiecza obiekt.
- dziękuję towarzyszu Li. Partia dziękuje wam za poświęcenie. Czy były straty?
- niestety. Trzech gwardzistów i lekarz... zostali tam na zawsze.
- a co z wami? Zhang wskazał na głębokie krwawe bruzdy na policzkach kapitana.
- wszystko w porządku towarzyszu przewodniczący. To nic takiego. Nasz lekarz.. musieliśmy go... rozumiecie.
--- cały tekst ---
pnie się na szczyty słupek poparcia
tyle na górze ma do wydarcia
do pokazania udowodnienia
a tu już nogi drżą z przemęczenia
i słońce pali niemiłosiernie
czyżby wysiłek cały daremnie?
a skądże znowu – znów los dał kopa
znów do sukcesu droga po tropach
kolejne cenne punkty bazowe
wspierane myślą modlitwą słowem
byle do góry nad poziom może?
sto cztery procent dajże mój boże!
Jeszcze troszeczkę widać wierzchołek
we mgle majaczy dozgonny stołek
na którym westchnąć można po pracy
ech! było warto: drodzy rodacyyyyyyy….
lecz co to? spadek? na łeb na szyje!
20procent!!!…sprawdza czy żyję…
jest! lewa noga! prawą szlag trafił
(...)
--- cały tekst ---
wybiła okrągła godzina - trzecia cztery
umilkły rozmowy pochrząkiwania szmery
rozjaśniły lampy oblicze trupio blade
powtarzające w myślach mantrę - dam radę!
…dam radę… dam radę…
– witam wszystkich zebranych!
pot perli się gęsty – byle nie dać plamy
kołnierzyk czysty – dobrze!- bielutkie mankiety
- jak państwo wiecie praca wre… lecz niestety!
dochodzą nas słuchy że pewne osoby
których nie wymienię tutaj dla wygody
zgłaszały do nagród pewne zastrzeżenia
dlatego odpowiedzialnie to i owo zmieniam
I nagród nie będzie! - temat skończony
i to by było w temacie na tyle z mojej strony
szmer przeszedł po sali w kierunku hałasu
niedowierzanie potrząsa osłabioną prasą
(...)
--- cały tekst ---
wio! sny… do wiosny w umajonej pościeli
zielone pastwiska dla niewypchanych portfeli
tanie uśmiechy na lewym i prawym boku
syndrom niespokojnych nóg gotowych do skoku
w otwarte rozpalone słońcem przestrzenie
oddechy zamyślone nad przyspieszeniem
do kolejnych ostro zakwitłych zakrętów
z pełną ochroną życia wszelkiego autoramentu
w zabieganiu poranka zafruwaniu południa
cykliczne zgromadzenie odmieńców słowa CUDNIE!
ach z ochem na piwie pod kwitnącą gruszą
w zrozumieniu dla ptasich swarów… widocznie muszą!
a muszą akrobatyką zafrasowane pająki
wplatają nasze uśmiechy w majaki tej łąki
strzepując krople rosy wprost na real wielkopostny
wpół do trzeciej czas jeszcze…byle do wiosny!… wio! sny
tydzień miał dni osiem
ale po donosie
zostało tylko siedem
Bóg był naprawdę jeden?
a skądże!
ziemię osadziła na jądrze
stworzyła świat i życie
czy już się domyślacie?
tak… mówię o KOBICIE !!!
wespół zespół z Jahwe
lepiła liczną dziatwę
i podlewała kwiaty
z każdym z nich będąc na ty
a gdy dzień ósmy nastał
to powiedziała basta!
- zrobiłam przecież mnóstwo!
i poszła…
zrobić się na bóstwo
a Bogu cóż zostało?
wszystko mu się kićkało
i zgubił dzień tygodnia
w kamizelce lub spodniach
no dobrze co z donosem?
panie już kręcą nosem
i przeczuwają wtopę
a donos był! szedł z chłopem
polegał na gamoniu
a ten go wziął nie doniósł
……..
No rozpisałem się niestety
A tu czas na życzenia
WSZYSTKIM KWIATKOM ŻYCZĘ KOBIETY!
