Sztelak Marcin, 18 listopada 2015
Zachodzimy coraz bardziej.
Aż do utraty styczności
z widnokręgiem, który lubimy
nazywać rajem.
Nawet dla maluczkich.
Albo pasją na miarę
precyzji zegarków.
Naręcznych.
Choć, być może te nieuwzględnianą
cudów pod nogami.
Sztelak Marcin, 17 listopada 2015
Namiętne wykreślanie liter
aż do dziury w kartce,
ale podobno w poezji można
wszystko.
Nawet otwierać usta bez artykulacji
– kłamstwo lub, co gorsza prawda.
Do dowolnej interpretacji.
Sztelak Marcin, 16 listopada 2015
Zbieram przydrożne kamienie,
zbuduję z nich Dom.
Tam wzniosę modły o zwycięstwo,
ewentualnie dłuższą drogę.
Tymczasowo idee
sypią się z rękawa odświętnej marynarki
– prosto pod stół.
Zastawiony szeregami porcelanowych żołnierzy.
Zbyt kruchych na wojnę i pokój, pozostaje
straż nocna, w odwodzie.
Szczególnie, gdy zmrok zagęszcza ruchy
obcych.
***
Tutaj Licencjonowani Znawcy Poezji
stawiają krzyżyk:
To nie jest wiersz, a przynajmniej do tego miejsca.
Zapewne na podpis.
Sztelak Marcin, 14 listopada 2015
Alfa i omega porzucone za kanapą,
tuż obok pudełka po pizzy i zapomnianych
kapsli – najtańsze piwo w okolicy.
A w telewizji wytarta symbolika stajenki
oraz wzruszenia na widok sierotek na mrozie.
Szczególnie tych ponad czterdziestoletnich.
Trywialnie zasypiamy tuż przed pasterką,
z gorzkim posmakiem opłatka na języku.
Niespełnione życzenia robią za poduszkę,
nadchodzi czas noworocznych postanowień.
Z góry skazanych na porażkę, jeszcze petardy
i szampan, koniecznie na dworze.
Później już tylko oczekiwanie na zagładę
– jak corocznie.
Sztelak Marcin, 13 listopada 2015
Pociąg diabli wiedzą skąd i dokąd,
darmowy bilet bez miejscówek.
Ścisk i koła jakoś nierówno stukoczą,
brak szans na dobry sen.
Przydałoby się spełnić toast za szczęśliwą,
najlepiej czaszką filozofa. Jednak zbyt późno,
za piętnaście minut przybijamy do peronu,
pewnie północ, ale nie do końca wiadomo.
Orkiestra dęta głośno gra, szeroko rozwarte
ramiona – powitanie w ostrym świetle żarówek.
Później już tylko prysznic i dobranoc.
Niewypowiedziane.
A dalej milczenie, cisza, cisza, cisza.
Wiecznotrwałe.
Sztelak Marcin, 12 listopada 2015
Drapieżcy gładzą baranka. Do krwi,
pierwszej i ostatniej.
A my panowie czapki z głów – wiatr
roztrząsa życiorysy.
Na nic czcze modlitwy – wiek przebrzmiewania
rozpostarł skrzydła.
Nasze uschły u ramion, ze zwiędłych piór
wijemy wianki. Młodzieńcze.
Cóż, kiedy w telefonach brak numerów,
szczególnie do piekła.
I zapomnienia jakby rzadsze,
więc zstępujemy od niechcenia.
Sztelak Marcin, 11 listopada 2015
Zabijanie czasu z sadystyczną przyjemnością,
a testament spisany na grubym papierze
ściernym. Lub wytatuowany podskórnie.
Do usunięcia ogniem.
Oczyszczające całopalenie, dym drażniący
nozdrza przypadkowych widzów.
Później ołtarze ofiarne, na nich umierają
bogowie. Milcząc.
Ta wyniosłość wzbudza ekstazę tłumu
wiernych. Więc skandują wytrwale modlitwy
wytarte do krwi i kości.
Ponad tym pramatka liczy grzechy na palcach,
za karę zsyła ulewę. Której nikt się nie boi
od kiedy wymyślono parasole.
Tymczasem samotni wypatrują w lustrze
przyjaznej twarzy. Niestety pustka, kurz,
odciski palców. Bezsilnych jak zwykle.
Sztelak Marcin, 10 listopada 2015
Sprawy zmarłe śmiercią naturalną doskonale
obchodzą się bez wskrzeszeń.
Kusiciele drugiego sortu krzyczą:
z definicji jesteśmy tylko ludźmi.
Więc dorabiamy filozofię do zwykłego
mordobicia.
Niepostrzeżenie zginamy karki,
aż po trwałe skrzywienia kręgosłupa.
Świat zawęża się do chodnika,
na którym stawiamy chwiejne kroki.
I już nikt nie składa obietnic,
nawet bez pokrycia. Jednak z nadzieją
spoglądamy na starte czubki butów.
Czasami, zbuntowani śpiewamy pieśni,
poza skalą. Zaciśniętymi pięściami wygrażając
tym po drugiej stronie ulicy.
Później zakręt, za nim kolejna prosta.
I tak do samego końca,
załóżmy szczęśliwego.
Sztelak Marcin, 9 listopada 2015
Cienie na ścianach
układają się według wartości,
wtedy zasypiamy.
Ze sztucznym uśmiechem wbitym
w poduszkę, chociaż zza ściany
słychać piewców.
Biją pokłony w kurz
dywanu, aż do zachłyśnięcia.
Ewentualnie gaśnie światło,
po ciemku cichną, oczekując przyjścia.
Ale za oknem tylko
miasto.
Dogorywa na rękach świętych
cierpiących na bezsenność.
Permanentną.
Sztelak Marcin, 7 listopada 2015
Przebrzmiałe skarby w ziemiankach
/nie wiedzieć czemu kojarzonych z piekłem/:
potłuczone szklanki, wyszczerbione talerze
ze ślubnych serwisów / śluby, do których nie doszło/,
nawet spóźnione wyznanie: wyglądasz staro kiedy śpisz
/albo dobitniej: nie znoszę twojego chrapania/.
I oczywiście bajki, takie jak – asteroidy spadają z drzew,
deszcze wzruszają przypadkowych odkrywców
na przykład nowego kontynentu /nieoznaczony na kuli ziemskiej/.
Ponadto wiadomość: Osobista interwencja szatana
okazała się zbędna, kuszenie bez przebrań
/wyznawcy twierdzą, że Enter to imię bestii/.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
17 stycznia 2026
wiesiek
17 stycznia 2026
sam53
17 stycznia 2026
tetu
17 stycznia 2026
dobrosław77
17 stycznia 2026
violetta
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
wiesiek
16 stycznia 2026
smokjerzy
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
smokjerzy