13 listopada 2023

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Pierwsza wieczerza

Od samego świtu z zapałem godnym
stosów stawiali pomniki.
Z błota, w równych proporcjach z krwią
pierwszą i ostatnią kroplą
potu, wylanego w piędź ziemi.

Mocno zaciśniętą w zgrabiałych palcach,
podobno przypadkowo, odrąbanej dłoni.
Prawej lub lewej, przecież sprawiedliwie
nie znaczy po równo, a według zasług.

W końcu zasiedli u stołu, umęczeni
znojem wbijali iskrzące się oczy w pusty
blat nierównego stołu. Jednak kolacji nie było,
właśnie świtało. Pora do pracy.

Ostatecznie wciąż pozostało tak wiele roboty,
a tak niewiele czasu. Mocno ograniczonego,
zaledwie do wieczności.

Weronika
13 listopada 2023 o 20:54

Czasu może niewiele ale nie mniej niż przestrzeni.

zgłoś

Adam Pietras (Barry Kant)
14 listopada 2023 o 15:27

Rozpoznawalne ale przewidywalne...

zgłoś

Jaga
14 listopada 2023 o 15:35

Czas zawsze niedościgły.

zgłoś

kb
14 listopada 2023 o 18:33

nie rozumiem celu podkreślenia "stołu" w trzeciej strofce

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się