12 stycznia 2024

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Monter koszmarów

Kiedy bezrefleksyjnie obieram ziemniaki
nocne gołębie rozdziawiają paszcze,
pełne ostrych zębów. Za głuchym oknem
kłębi się burza, oddycham więc przez dziurkę
od klucza.

Drzwia drżą od uderzeń gromów, raz po raz
okrutna błyskawica rozrywa ciemność
klatki schodowej. Na niej dzikie koty
w ekstazie drapią tynki do kości. Strach
wciska się w gardło, nie pozwala zamknąć
oka przy judaszu.

Ten podobno wciąż wisi, kołysany do snu
gorącym wiatrem, a trzydzieści srebrników
brzęczy do taktu. Lecz to już inna imaginacja,
pełna zmurszałych krzyży i powykręcanych
długoletnim artretyzmem
drzew oliwnych.

Weronika
12 stycznia 2024 o 09:50

Ustawiczne chybotanie wahadła Judasza, to jak miriad sekund czasu efemerydalnego przy przechodzeniu pomiędzy dwoma nadsubtelnymi poziomami stanu podstawowego atomu cezu 133 w temperaturze zera bezwzględnego.

zgłoś

sam53
12 stycznia 2024 o 09:59

zgubiłeś (y) przy krzyżu...

zgłoś

Sztelak Marcin
12 stycznia 2024 o 10:01

Dziękuję.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się