Pojedyncze istnienie, skryte w rysach twarzy
Deszcz żłobi moje ciało, jak patchwork sadu,
w którym nalot gorzkich płatków wiśni, mimo
wielu faktur, rozczula ścisłością walorów
tonalnych. Ostrością odtworzonych kształtów.
Polna droga niby rentgen klatki piersiowej.
Na żywo rozwiewa jakieś nieokreślone dawniej,
rozbite na patyk i dziecko, które przegania
ptaki, i trawę czyni jadalną.
W głębi studni podbrzusze wiadra, daje
poczucie jasności i ciemności, pełne nasion
z łąk i pól. Każe wierzyć.
rentgen..
report
Wstyd ;(
report
uroczo spąsowiałaś..
report
A powiadają, że starość nie radość. ;)
report
ociemniali mają takie wizje..
report
Myślałam, że krótkowzroczni.
report
każde z nas ma swoich znajomych na fejzbuku..
report
:D
report
przypomniał mi się pewnien mój tekst, podpinam *)
report
:)
report
piękna łąka
report
:)
report
ech żeby tylko droga nie by la kręta
report
Tak mnie cieszy Twoja obecność, że nawet kręta może być (przez chwilę).
report
dziękuję.I mnie się zrobiło miło że mnie jeszcze pamiętasz:))
report
Zauważyłam, że pierwsze, co robię po przeczytaniu Twojego wiersza, to głęboko wzdycham. Nie umiem tego westchnienia za bardzo ująć w słowa, ale jest na wskroś.
report
Witaj Ania. Dziękuję.
report
uciekło podpięcie do pocztówki, choć nie wiem, czy Ci się spodoba, ale taka przyszła..
report
Ja nigdy nie wiem co powiedzieć kiedy Cię przeczytam. Jakby Twoje słowa odbierały mi moje, żeby je lepiej ująć w tym co piszesz. :*
report
Ależ poetycki komentarz, Istar. Mam podobnie, gdt orzeczytam Ciebie.
report