Kobieta, która szkicuje. Pierwsze słowo
Szpital psychiatryczny jak latarnia przed świtem, matowieje
niczym przeźrocza szeptów, i nie wywołuje to żadnych poruszeń.
Z natury Anna zwyczajnie zastyga w teatralnej toni łóżka,
i jest to dla niej przewlekłe.
Nie wiesz, że w ramionach płaszcza rozplątuje supły, unosi
do nieba szmacianki, ścinki traw z dzikich łąk. Okrywa dzieci
kwietnym obrusem, poszybują z łatwością, nim ktoś jej powie
— urojone, z wyschniętego brzucha — nim będzie noc!
Zimowy kot zwinięty w kłębek, kurczy się i rozkurcza niby babka
w maminej koszuli, gdy znowu jest przy nadziei. I wie, jak ustaje
ruch. Czas w jej pojęciu znaczy tyle, co wyolbrzymiałe słońce
na przydomku.
to nie szkic; to punkt zaczepienia..
report
Jeden z wielu, więc gdzie tu wyjątkowość?
report
Ja zwykle u Ciebie, starannie budowany klimat. To nie Anna, to świat zwariował - globalny zakład psychiatryczny, w którym ludzkie odruchy, tęsknoty, zbyt często odbierane są, jako objawy groźnej choroby. Taka była moja pierwsza myśl. O drugiej nie napiszę, bo właśnie przypala mi się zupa! :)) Szybciutko tylko dodam - druga strofa, rewelacja! I jeszcze szybciej - z przecinkami w niektórych miejscach głęboko się nie zgadzam :)) Pozdrawiam :)
report
Witaj Smoku. Dziękuję. Miło było poczytać Twoje słowa. Co do przecinków, wiadomo, nie byłabym sobą, gdybym stawiała je tam gdzie trzeba. No taka natura, wybitnie niedouczona. I jeszcze problemy z pamięcią. Co z tego, że przyjdziesz i powiesz, że nie tu, nie tak, skoro przy kolejnym będzie podobnie, a może jeszcze gorzej?! [Gotujący Smok, to skarb. Chyba? ;)] Pozdrawiam. :)
report
jestem, wrócę..
report
Czułam, że tak właśnie... Dziękuję. :)
report
Wyjątkowy wiersz! Serdeczności:)
report
Dziękuję.
report