Z ciał zwierząt wyrastają kwiaty (gruntowanie płótna)
Wydawało mi się, że całe życie powtarzałam to, czego ktoś nie zdążył,
a później zaczynało się ofiarowanie. Nie wiem, czy dlatego odgadywałam
Boga w tym, co już się zdarzyło, bo wtedy wszyscy zwijali ołtarze w tobołki,
a on odstawał na białym niebie. Czernił asfalt pode mną. Szukałam
sfory snów, czujności w obrazach zanim się nawarstwią w innym wierszu
— matki, która nigdy nie skłamała, kiedy prosiłam o gwiazdy wśród odłamków
ścian. Rozwidlające słowa, teraz, gdy prawie nie wiem jak ma na imię.
Ale gdy się przysłuchać trawom, to podobno można zobaczyć własny strach.
Parapety poorane woskiem, niby owce w wiosennym deszczu. Kruche kształty
modlitw i zaczynianie od nowa, jak dziecko, opłakiwane w kilku językach.
(Jakbym szła z miejsca, do miejsca, dla samego ruchu).
z cyklu: studium przypadku
czy byliśmy znacząco anonsowani nim wyłoniliśmy się z poświaty kurzu; może inkwizytorzy przespali chrzest ducha przechodzącego przez ścianę..
report
Może alt. Może.
report
"(Jakbym szła z miejsca, do miejsca, dla samego ruchu)"- ah czyż to nie jest sens życia/ ten rzeczony ruch/ w bezruchu człowiek nijak/ nie obróci się....w puch..
report
Ano, cały tekścik zmierzałam ku tej właśnie konkluzji. Dziękuję za słowa, WM.
report
martwa strefa życia, Bóg jako tło, przeszlość jako ołtarze i droga w której nas nie ma.. Poetyckie obrazy.
report
Dziękuję za poczytanie i słowa. Pozdrawiam.
report