Portret tonalny

Wszystkie lustra w domu stają się puste, i boli, jak bolało.
Zerkając w każdy kąt, wśród szeptów sąsiadek, wiruję
jak wyobrażona płyta na gramofonie z targu staroci.
Odtwarzając to, co w szczelinach ramion, za krawędzią

bioder. Kiedy wydaje się, że lniane płótna odtwarzają
kiełkowanie nieznanych gatunków czerpanych z drobin
światła, angielskie niebo sprytnie zamalowuje teraz,
i tylko teraz. Pochłania włosy zwiniete w kłębek. Słońce

jak koronka rozwiewanego dmuchawca w ogrodzie, z którego
wybiegły dzieci na skraj przestrzeni, w ciszę zapadającą
jak pamięć pochówku ostatniego psa, lecz nie wysyconą
z kolorów. Bez wewnętrznego szaleństwa,

dosmuć mnie w glinie ud, dolicz wagę siebie w brzuchu
wydrylowanym ze wszystkich żyć. Moja twarz, twoja
dłoń. Zwoje lin.

Weronika
19 october 2021 at 14:54

A jeszcze wczoraj lustra były półślepe.

report

jeśli tylko
19 october 2021 at 15:33

Bo się niedawno urodziły..

report

supełek.z.mgnień
19 october 2021 at 20:01

Nie mam nic na usprawiedliwienie wyobraźni.

report

ApisTaur
27 november 2021 at 13:25

uwikłani we własne lęki/ z nadzieją wsłuchujemy się w echa przeszłości/ i tylko czuły dotyk przywraca nas do tu i teraz//

report

supełek.z.mgnień
2 december 2021 at 12:43

Dziękuję. Tak...

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register