5 september 2015

poetry

supełek.z.mgnień
supełek.z.mgnień

świat aż zwidniał

pamiętam poranek: jakbym od zawsze chciała
wziąć ją za rękę, a ona kryła się w obłoku przydrutowanym
do krzyża i wydawała dźwięki niby śniący pies (ale wtedy mało
wiedziałam o malarstwie). mleczna

zupa kapała na ceratę, jakby cała narracja była o niej:
żółknące skrzydła pokrzyw, chusta na drogę, osy wrzynające
w warkocz drożdżówki. moje stopy

— leśne myszy ocierające sandał matki, żeby znowu był
potrzebny. wspomnienie powstawało powoli, jakby usiadła
przy oknie. i zamarła.

xyz
5 september 2015 at 22:37

myślnik zupełnie niepotrzebny, ten fragm. intrygujący i zastanawiający jat te osy to zrobiły ;) :"osy wrzynające w warkocz drożdżówki" - proszę coś dopowiedzieć :) Piękny wiersz o pożegnaniu i godzeniu się z nieuniknionym, pozdrawiam

report

supełek.z.mgnień
6 september 2015 at 13:46

Mnie wydaje się zasadny, ale mogę się mylić. Dziękuję za ślad.

report

xyz
6 september 2015 at 13:50

czyli nic nie dopowiesz odnośnie prośby ? ok. Zasadny gdyby nie było nowej strofy - mnie wydaję się ;-]

report

supełek.z.mgnień
6 september 2015 at 21:44

ten fragment wydaje mi się tak bardzo czytelny, że aż nie wiem, co napisać - a znając Twoje/Wasze poczucie humoru, tym bardziej. (jest łącznikiem).

report

bosonoga - Gabriela Bartnicka
6 september 2015 at 10:39

Piękny wiersz, pełen niby zwykłych a jednak nieszablonowych obrazów. Pozdrawiam :)

report

supełek.z.mgnień
6 september 2015 at 13:47

Dziękuję, Bosa. Lubię zwykłe.

report

Darek i Mania
6 september 2015 at 22:43

no i zatrzymał mnie wiersz.

report

supełek.z.mgnień
7 september 2015 at 14:20

Dziękuję, że i Ty się zatrzymałeś.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register