|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (178) Proza (17) Dziennik (177) Fotografia (1040) Grafika (115) Książki (3)
Pocztówka poetycka (23) O autorze Znajomi (55) | |
kocham Kraków bezkrytyczną miłością i podoba mi się nawet to co dla innych jest nieciekawe. Sfotografowałam sobie ulicę Gołębią, bo zachwyciła mnie przemiana, która na niej nieśmiało zagościła. Do pełnego wyzerowania licznika historii, jak to celnie skwitował Sisey pod zdjęciem z Zamościa jeszcze daleko, ale ten stan przejściowy jest dla mnie dużo sympatyczniejszy od docelowej renowacji. Zdjęcie było lekko szarawe, bo pogoda średniawa, ale kusiło podzielenie się moim wrażeniem z gośćmi na Trumlu. Aż trudno uwierzyć, że w sercu tętniącego życiem milionowego miasta można znaleźć taką scenerię. Poracowałam nad nim i wydaje się skutecznie. Przy okazji ręce zajęte, myśli wolne, procesor zaowocował przeglądem kawiarni krakowskich i doszłam do wniosku, że mieszczańskie wnętrza z XIX i początku XX wieku awansowały do reprezentantów folkloru krakowskiego. To co jeszcze niedawno było przedmiotem ustrojowych żartów i piętnem burżuazyjnym stało się atrakcją przyciągającą smakoszy kawy i herbaty. I tak co kawiarnia to salonik lub jadalnia jak u cioci Frani, tylko parkietów pachnących pastą i szmatek pod nogi brak.
znam to, też się stałem zabytkiem..
zgłoś
nas to też czeka ;)
zgłoś
ja trochę też wiem z autopsji jak takie wnętrza wyglądają i z dużym zaciekawieniem przyjmuję aranżacje odświeżające dawne mieszczańskie standardy
zgłoś
@Vrba - nie rozumiem - że będziemy mieszczańską kawiarnią?
zgłoś
kto wie, co Was czeka..
zgłoś
nie wiem ale alt art napisał, że stał się zabytkiem to dopisałam, że nas też to czeka hihi :))
zgłoś
to tak, życzmy sobie aby to była klasa 0 :)
zgłoś
Fakt, brakuje zapachu pasty do podłogi. A ja lubię u cioci Frani i jeszcze przydałaby się mandolina :)
zgłoś