Zmiana sposobu prezentacji

28 january 2016

prose

Emma B.
Emma B.

lustra

Z cyklu - moc słowa:

W jej domu, tzn. ściślej fragmencie mieszkania dzięwiętnastowiecznej kamienicy, w którym się wychowała, wszystko było z przypadku. Po wielu przeprowadzkach spowodowanych zawieruchą wojenną, każdy przedmiot pochodził z innej parafii i niósł swoją historię. W ich obecności czuła się jak na stronnicach bajek Andersena. Mamusia bardzo dbała o czystość, ale nie terroryzowała jej porządkiem. Zresztą trudno było znaleźć stałe miejsce na wszystkie rzeczy we wspóldzielonym mieszkaniu.
W każdym geście mamy czuło się przejściowość powstałej ciasnoty, tymczasowość wysuwanych spod fortepianu łóżek, czy dystans do mycia naczynia w emaliowanych szafliczkach rekompensujących brak źródła ciepłej wody i istnienie zlewozmywaka.
Prawdziwy dom, to był ten wyopowiadany. Przedłużenie, z pominięciem dramatu wojny, tego, który jej odebrano zaraz po zamążpójściu. Grali w tę grę umowności bez żalu, a może też nieświadomie, bo w owym okresie łatwo było się cieszyć małym. Nowa para butów, prawdziwy bawełniany dres, przerobiona spódniczka i już pełnia szczęścia. Każdy nowy nabytek podnoszący standard domu spotykał się z entuzjazmem, trzeba przyznać nie za częstym.
Teraz po latach zadaje sobie pytania, wręcz symboliczne, dlaczego w domu pełnym dziewcząt praktycznie nie było lustra. Może ważne było tylko to co jest po jego drugiej stronie? Przepraszam, skłamałaby. (...)

--- full text ---

5 december 2015

prose

Emma B.
Emma B.

Bez kocham

Całe życie marzyła o miłości, tej deklarowanej słowami. Świat zmienił szczęśliwe barwy na smutek odrzucenia, gdy usłyszała od ukochanej matki: bardzo was kocham moje dzieci, ale tata, wasz tata jest dla mnie najważniejszy. Chciała być kochana, chociażby na równi z nim, ale ta deklaracja nie zostawiła jej złudzeń. Zajęła miejsce w drugim rzędzie. Nawet nie miała komu się wypłakać. Zero babć, dziadkom takich rzeczy się nie mówiło. Ciotek też nie miała, może jedną, ale ta, tak była zajęta sobą, że nawet nie przyszło jej do głowy, by się zwierzać. Kiedyś próbowała porozmawiać z siostrą. Wywołała wielkie oburzenie i żałowała tego kroku przez długie lata. Mamusia była niekwestionowaną miłością wszystkich, niekwestonowaną ofiarą rozłąki z ojcem na czas wojny, niekwestinowaną prawdomównością. Ogólnie ideał chrześcijański, wzorzec z Sèvre pod Paryżem cnotliwego życia. A życie nie jest cnotliwe, ma swoje prawa.
Pierwszym papierosem pochwaliła się z taką dumą jakby wdrapała się na Rysy bez zadyszki. Nie spotkała się z oburzeniem. Po pierwszej prywatce, gdy okazało się, ze trochę przeholowała z alkoholem, dostała instrukcję jak pić, żeby nie stracić twarzy. Twój dziadek mógł wypić 20 kieliszków na przyjęciu i nic nie było po nim widać usłyszała od mamy. Wprawdzie nigdy nie dowiedziała się jaka była pojemność tych kieliszków, ale chciała być dzielna jak dziadek i zawsze (...)

--- full text ---

29 july 2015

prose

Emma B.
Emma B.

obca na życzenie

Dzisiaj pierwszy raz poczuła się tak bardzo obco w swojej skórze. Nie, to nie to, nie chciała zmieniać płci, nie miała nic rewelacyjnego do objawienia światu. Po prostu z minuty na minutę przestała być dumna z przynależności do tak zwanej sfery. Kiedyś, gdy rodzina miała nic, bo wszystko zabrała wojna, a resztę dograbiła komuna, ta przynależność była wszystkim co posiadała. Nawet kieszonkowego od babci nie miała, bo babcie pomarły zanim się narodziła, a dziadkowie dostawali emeryturę ze starego portfela i to nie wystarczało nawet na przeżycie, a cóż dopiero na przyjemności obdarowywania wnuków.
Miała tę swoją przeszłość, którą odpakowywała jak tajemniczy skarb w zaciszu domowym, bo chwalić się tym nie było można, a nuż ktoś zacząłby grzebać w przeszłości rodziny i nie wiadomo jakby się to skończyło. Wszyscy z jej otoczenia schowali te swoje biełyje ruki za siebie, bo nikomu nie chciało się udawadniać, że nie jest się wielbłądem i może trochę się bali, że się nie uda udowodnić. No bo dziadek zanim został dyrektorem poczt i telegrafów wprawdzie gonił z Prądnika Czerwonego w maminych butach na Plac Biskupi, a potem wysługiwał się bogatszym studentom we Lwowie robiąc za nich projekty po nocach na Politechnice, ale był wszak piłsudczykiem i nie chciał być zasymilowany z PZPR mimo, że PPSowiec. Drugi jej dziadek też był podejrzany, bo wprawdzie zanim został członkiem NIK'u, zasuwał (...)

--- full text ---

19 april 2015

prose

Emma B.
Emma B.

Epoka skrótowców

Nie jestem fanką SMS'ów, co pogłębiło się z nastaniem ery mojego macanego ekranu komórki. Wprawdzie udało mi się wytrenować opuszki palców i zredukowć błędy trafiania w stosowną literę do paru procent, ale ciągle porządna gaduła jest dla mnie więcej warta niż skrótowa informacja. Nie da się ukryć, że rozpoczynałam swoją karierę intelektualną w epoce słowa mówionego i ogarnięcie półstronnicowego zdania złożonego nie stanowi dla mnie problemu, ale jak zechcę to resume SMSowe mogę palnąć, czemu nie. Ostanio znowu musiałam tłumaczyć się jakiemuś trzydziestolatkowi za ladą, że wiem jak wygląda komputer, bo uparcie oświecał mnie elementarnie. Nie wytrzymałam i spytałam niewinnie - programować w C++ pan umie? Delphi pan opanował? A o Kliperze pan słyszał, a może pan wie co to PL/I? A jak tam bazy rozproszone?
Nie czekałam na odpowiedź. Przecież wiem, że nie odpowie, z nosa kapała mu niewiedza softwerowa, więc co się będę puszyć, ja też powoli jestem démodé i więcej korzystam niż tworzę, do javy jakoś się nie nagięłam i z PHP cieniutko.
Rozgdakałam się niepotrzebnie, a tu w centrum zainteresowania ma być SMS. Wymyśliłam, że jest on dla języka tym czym GMO dla żywienia. Modyfikuje języki by były ogólnie strawne tanie, szybkie i treściwe. Chociaż z drugiej strony jest w nich coś ze "zgadnij jaka to melodia", to kod pobudzający inteligencję". Na bogatą prozę (...)

--- full text ---

6 december 2014

prose

Emma B.
Emma B.

piękno w kontekście

Siedzieli w słabo oświetlonej kawiarni, ale za to z widokiem na ulicę zapewnionym przez ogromne witryny czyste jak powietrze. Rozejrzała się dookoła. Mimo ogólnego biadolenie na mizerię teraźniejszości stać nas na luksus estetyki pomyślała, o szyby się dba, o wystroje kawiarni też, o piękno kelnerek również. O jakości kawy, którą zamówili można by pomilczeć, bo okazała się raczej pretekstem do pobytu niż smakowym doznaniem. Siedzieli trochę ze sobą, a trochę jakby chłonąc otoczenie. Nagle w kadrze witryny pojawiła się dziewczyna, przechodziło sporo atrakcyjnych, ale ta miała w sobie magnes gender. Wszyscy, dosłownie wszyscy zaczęli śledzić jej kroki z ukrytym życzeniem, aby szła wolniej, dała się oglądać dłużej i jeszcze lepiej, aby po prostu weszła tu i zaczęła czekać na kogoś, wtedy rozwinęłaby się jakaś opowieść, byłoby o czym spekulować, snuć domysły, życzyć źle lub dobrze, zazdrościć jej lub jemu.
W kawiarni zaczęło doświadczać się względności czasu. Zamarł, zawiesił się jakby i on zachwycił się urodą dziewczyny, jej krokiem ni to sportsmenki, ni to modelki, jej eleganckim strojem, rodem z okładki Elle. Dziewczyna docierała do drzwi kawiarni, na bis zawahała się przed nimi, zatrzymała na chwilę, wydawało się, że wejdzie. W tym momencie podbiegł do niej nieduży mężczyzna, ona lekko cofnęła się. Widać było jego wyraziste gesty. Mimika, słowa niesłyszalne przez grubą (...)

--- full text ---

6 july 2014

prose

Emma B.
Emma B.

Emancypacją po goleniach

Wygrałam przetarg oświadczyła moja znajoma, niemalże przyjaciółka przez telefon. Zdziwiłam się mocno. Znam ją dobrze i wiem, że nie ma nic wspólnego z biznesem, nie wspominała o żadnym konkursie, ale w dobie rozlicznych dofinansowań unijnych może coś tam ją skusiło. Wyciągam ucho i czekam na ciąg dalszy, wygrałam przetarg powtarza przyjaciółka. A konkretniej? Nie wytrzymałam i zadaję pytanie. Zdzisek mi się oświadczył, wychodzę za mąż. Zdzisek znany był w kręgu naszych znajomych, atrakcyjny, dobrze zarabiał, niezbyt ideowy, ale to dobrze taka postawa dawała gwarancję stabilizacji w każdej opcji politycznej, miał jeden można powiedzieć minus łatwość w nawiązywaniu kontaktów z płcią przeciwną. Dużą łatwość. W tej sytuacji jego oświadczyny przyjaciółka mogła uznać za osobisty sukces. Zaskoczyło mnie jednak sformułowanie, przecież nie miała ducha kabaretowego w sobie. Drążę więc temat, to on ogłaszał jakiś konkurs, w którym nagrodą była jego powiedzmy ręka? Ależ nie, to ja zastosowałam nazewnictwo do dzisiejszych warunków, bo pomyśl czym jest małżeństwo dla kobiety: szansą na pranie, gotowanie, zarabianie na dom, szoferowanie, serwowanie posiłków, sprzątanie, w porywach błyszczenie u boku (do czasu), rodzenie dzieci, gdy pan dojrzeje do posiadania potomstwa jak zielony pomidor przechowywany na parapecie. Czyż nie wygrałam przetargu na full service pana męża i to jeszcze nie wiadomo co z (...)

--- full text ---

30 june 2014

prose

Emma B.
Emma B.

Dom, który nie istniał

Takie tam chichy śmichy. Siedziały przed domem po całym dniu pracy. Dawały się odurzać gęstym wieczornym ciepłem nasyconym zapachami łąki, które powoli zaczynało ustępować chłodowi nocy. Czerwony zachód podtrzymywał jeszcze temperaturę upalnego dnia, ale od lasu ciągnęły gęste mgły, snuły się po trawach dosięgając gołych stóp wywołując na scenę wyobraźni opowieści o zjawach i błąkających się pokutnych duszach. Śmiechy cichły, jeszcze ostatnie plotki z mijającego dnia, ostatnie docinki, ten spojrzał, tamten nie. Ten zabawny, tamten mruk. Żadna nie zdradziła do końca swoich marzeń. Taka strategia, zaskoczyć, ubiec, zdobyć. Wybór był przecież tak niewielki. Karty dawno zostały rozdane, jeżeli nie odejdą od stolika przed zakończeniem gry, to będzie jak od pokoleń, trochę targów między rodzicami, jak nie to pole pod lasem do obrobienia, to tamto na szczycie. Jak nie Ziutek, to Stasiek. Wszyscy tu się znali, dorastali razem i wydawało się, że będą umierać razem dzieląc i łącząc ojcowizny. Już miały się rozejść, gdy najstarsza powiedziała: to mój ostatni wieczór z wami, jutro wyjeżdżam. Zimno przeleciało im po plecach. Nie spodziewały się rozstania. Do stryjka jadę. A rodzice, co na to rodzice, wiedzą. Nie potrafiłam im powiedzieć. Przecież nie wrócisz tutaj. Stamtąd się nie wraca. No nie wraca, Zostaje im Jaśka, przecież ona jeszcze mała. Dorośnie, ani się obejrzą. Musisz teraz w (...)

--- full text ---

5 june 2014

prose

Emma B.
Emma B.

pies przewodnik

Siedzą sobie w trójkącie, ona, Aleksander i butelka. Długo się buntowała, że ta trzecia jest ważniejsza ode niej, aż sobie przypomniała swojego psa, Pucek miał na imię. Córka przyniosła go na próbę do domu, chyba z działek. Przyjażniła się wtedy z szaloną Jolką. Z tą Jolką jeżdziły na rowerze, okradały działki, jednym słowe realizowała plan protestu przeciwko mieszczańskiemu sposobowi życia. Jolka nie protestowała, bo taka była szalona z natury, ale córka nie wiedziała co ze sobą zrobić w nudnym szkolnym środowisku, więc ta Jolka spadła jej jak z nieba, a filozofię to dorobiła chyba później. Oczywiście po powrocie do domu nie wzdragała się przeciw korzyściom wynikłym z pracy starych mieszczan i szeroką ręką korzystała z pełnej lodówki i inych dobrodziejstw płynących z posiadania kont. Wracając do Pucka. Tak się złożyło i proszę bez komentarzy, że w rodzinie 2+2 pojawiło się nowe życie. Nowe życie wywróciło stare życie do góry nogami. Nowe życie było dużo, dużo młodsze od pozostałych, a że było żeńskie, to zagrażało pozycji żeńskiego potomstwa przede wszystkim, czyli córce. Okazało się że zagrażało również psu. Dotąd to on był przedmiotem troski, karmiony, dopieszczony, wyspacerowany, a tu zamieszanie przy koszu z nowym domownikiem.
W domu był taki wiklinowy kosz, w którym higienicznie hodowało się kolejne maleństwa, a gdy wydawało się, że finito, maleństw nie (...)

--- full text ---

4 june 2014

prose

Emma B.
Emma B.

Przemiany

Nie będę udawała, że to nie byłam ja, tylko jakaś ona, że użycie trzeciej osoby ma dać posmak generalizacji zdarzenia. To przydarzyło się mnie. Wracam z zajęć w Wilii Decjusza, w której odzyskuję humanistyczną energię intelektualną zatraconą w wirze zawodowego rozwoju. Po drodze gwarzę sobie z panią Andą o ostatnio ogłoszonym konkursie na dowolną formę literacką zatytułowaną "Moja Polska". Piękny stary Park Decjusza sprzyja rozmowie i tak sobie komentujemy, że temat trudny, że nie wiadomo jak to ugryźć, aby nie stworzyć panegiryku, schodzi na uroczystości dnia dzisiejszego, dowiaduję się, że Dziennik też ogłosił konkurs, ale dotyczący ostatniego 25 lecia.
Temat przemian przenosi nas niespodziewanie pod Tatry, do Bukowiny. Od mojej towarzyszki płyną żale, że nic nie jest już takie jak wprzódy, że komercja, że brak kontaktu ludzkiego, serdecznego, że domiszcza jak kamienice.
Ja od kilku lat nie byłam w Bukowinie, ale sytuacji jestem świadoma. Atmosferę chicagowską pod Tatrami znam i nie zupełnie się dziwię, przyszło nowe. Temat Bukowiny przypomniał mi zdarzenie, jeszcze sprzed roku 89, które tamże miało miejsce.
Bukowina jak wiadomo wieś bogata, na każdej polaneczce jakiś wyciąg, każdy kogoś za wielką wodą ma, a dutki amerykański dużą wartość przed otwarciem granic też. Szczęśliwie pieniądze służyły budowaniu bogato wyposażonych pensjonatów z pięknymi fasadami, a (...)

--- full text ---

29 may 2014

prose

Emma B.
Emma B.

oni już się nie starzeją

Jest 152. Wprawdzie woli 502, ale nie sprawdziła na rozkładzie jak długo ma na nie czekać, więc wsiada. Mości się na wysokim barowym siedzisku w autobusie, po czym szuka odpowiedniego biletu. Te pasujące do długości jazdy już wykorzystała, musi skasować godzinny, nie chce przecież dyskutować z kanarami, gdyby jej jakiejś minuty zabrakło tuż przed docelowym przystankiem. Siedzi tyłem do kierunku jazdy, nie przywiązuje do tego znaczenia, ma przecież ze sobą książkę złapaną w ostatnim momencie ze stosu tych do przeczytania później. Jadąc do Rynku skończyła pierwszy esej. Była pod wrażeniem. Książkę dostała za udział w konkursie. Nie wydała jej się zbyt interesująca. Teraz sprawdziła - opublikowana w 2005 roku, sprawdziła też autora eseju - Jurij Androchowycz, komentarz tak bardzo pasował do dzisiejszych sytuacji na Ukrainie, wspaniale wyjaśniał genezę wydarzeń, wpisywał się w jej własną interpretację zaistniałej tragedii.
Wyszukała książkę w przepastnej torbie i zabrała się do kolejnego eseju. Poprzedni zachwycił ją również językiem. Zastanawiała się ile w tym zasługi tłumaczek, a ile bogactwa słowiańskich języków.
Tym razem nie mogła się skupić nad tekstem. Już w czasie szukania biletu zwróciła uwagę na twarz siedzącej przed nią starszej kobiety, powinna pomyśleć starszej pani, to lepiej oddawałoby jej wygląd, ale niestety słowa pozbawine politury salonowej coraz częściej (...)

--- full text ---

27 may 2014

prose

Emma B.
Emma B.

wróżenie z fusówi

Kuchnia była nieduża, standardowa jakieś 2,5 na 3m. Jakieś, bo nigdy nie mogła spamiętać dokładnych wymiarów. Okno prawie kwadratowe z dużym drewnianym parapetem, a na tym parapecie różne przygarnięte roślinki, skazane na banicję z salonu i sypialni. Litościwe serce kazało jej pochylać się nad każdą pesteczką i upychać w ziemi doniczek. Przeważnie kończyły żywot jako kompost, ale niespodziewanie pędy cytryny pojawiły się między scindapsusami. Scindapsusy zyskały na tej koabitacji, częściej podlewane odwzajemniły się bujnym listowiem, a cytrynka rosła. I wtedy okazało się, że wraz z pojawieniem się pędów drzewa cytryny pojawiła się też zapowiedź nowego dziecka. Początkowo nie wiązała tych dwóch zjawisk. Równolatek drzewka miał już kilka lat, kiedy  cytryna wzpogaciła się o nową odnogę, a wraz z tym przyszła wiadomość o pojawieniu się kolejnego dziecka w kręgu rodzinnym. Ciągle zero skojarzeń, ale gdy na drzewku pojawiło się następne odgałęzienie zaczęła niepewnie rozglądać się wśród potencjalnych rodziców czekając skąd nadejdzie informacja o kolejnym dziecku. Jest, potwierdziło się - drzewko miało właściwości profetyczne. Cytrynka została otoczona nabożną opieką. Z pietyzmem powierzana na wakacje w odpowiedzialne ręce babć lub sąsiadów, przez kolejne lata ani razu nie zawiodła i tak przepowiedziała przyjście na świat pięciorga wnucząt i jednej córki. Pewnego roku drzewko (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register