11 lipca 2018

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Obiata dla bezimiennej

 
Wczorajsze barwy rozmazane na szkle
spływają niczym krew ofiarna.
Strużki wsączają w podniebienie
smak gorzkich migdałów, powoli wypełnia
zapieczone gardło.
 
Natrętny szept rozbija powietrze w mozaikę:
jednak to śmieszne, umiera kolejny świt,
a ja wciąż słyszę spadające gwiazdy.
 
Tylko szkoda, że snujące się dymy
to dogasające sterty niespełnionych życzeń.
Więc drżącą ręka zamykam noc
w słoiku i wciąż nie jestem gotów.
 
Ale to przyjdzie samo, nawet nie zapuka,
spokojnie przesączy się przez szpary
pomiędzy każdym krokiem 
sekundnika.

alt art
11 lipca 2018 o 17:40

dziwne, przecie w przedsionku piekła powinno być cieplej..

zgłoś

xyz
11 lipca 2018 o 20:00

Jerzy Alski zawsze pełen wykwintnej ironii ;))

zgłoś

alt art
12 lipca 2018 o 09:52

sherry zachwyca, sherry oszołamia..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się