Sztelak Marcin, 31 maja 2014
Gry i zabawy skazanych z mocy prawa
na wiek średni, wieczne zdziwienie
upływem kolejnych jesieni.
Szyby marzną, pomięta noc drży,
głośnym śmiechem próbujemy zbyć czas.
Zakonnice maszerują perspektywą ulicy.
Roztkliwieni zbieramy żołędzie, kasztany,
liście. Do wiader przeżartych rdzą.
W przedświcie cieknie u podstaw,
papier - mache na deszczu.
Karciane wróżby każą iść spać,
próbujemy krzyczeć: jeszcze,
ale słowa więdną w puchowej pościeli.
Więc śnimy niedokończeni. Z nami świat.
Sztelak Marcin, 30 maja 2014
Opowieść zaczyna się nocą,
dalej schematycznie
– utarte nieoznaczoności języka.
Otwarta kwestia doboru znaków
przystankowych. Na przykład:
Stop. Wysokie napięcie.
W zakończeniu dzień w pełni,
około południa, nuda, wiatr przewraca kartki
pamiętnika. Z całą precyzją liczb.
Puenta, epilog, kropka.
Później już nic.
Sztelak Marcin, 29 maja 2014
Pomiędzy nami słowo – bezdomne,
wgniecione w tłustą plamę na obrusie.
Czytasz o spełnieniach, ja dłubię palcem
w czarnej dziurze.
I posiedzimy tak do końca świata,
później spacer po wydeptanych drogach
mlecznych. Bez trzymania się za ręce
na przeciwległych krańcach galaktyki.
Przed wyjściem w przestrzeń powiesz:
Kropla wieczności waży więcej
niż całe morze czasu.
Lecz to nieważne, wszystko przesłoni
kurtyna pyłu z dawno umarłych planet.
Sztelak Marcin, 29 maja 2014
Pomiędzy nami słowo – bezdomne,
wgniecione w tłustą plamę na obrusie.
Czytasz o spełnieniach, ja dłubię palcem
w czarnej dziurze.
I posiedzimy tak do końca świata,
później spacer po wydeptanych drogach
mlecznych. Bez trzymania się za ręce
na przeciwległych krańcach galaktyki.
Przed wyjściem w przestrzeń powiesz:
Kropla wieczności waży więcej
niż całe morze czasu.
Lecz to nieważne, wszystko przesłoni
kurtyna pyłu z dawno umarłych planet.
Sztelak Marcin, 28 maja 2014
Azyle, gdzie zwinięty w supeł przeczesuję
życie. Od podszewki.
Całe wszechświaty wciskam w pustą puszkę
– zbiór surowców wtórnych.
Baloniki snów pękają z trzaskiem,
piekło wlewa się w źrenice.
Rozszerzonych nie można zamknąć,
chyba że palcem.
Czekam na twoje usta – bezzasadnie,
w wannie zatapiam uniesienia i porywy.
Milczę całymi zdaniami, cisza brzęczy w szkle.
Zrywam cienką warstwę politur ze skóry,
niech płowieje. Czas leczy wszelkie rany,
szkoda, że przy tym pacjent schodzi
śmiertelnie.
Sztelak Marcin, 17 maja 2014
W przyrodzie nic nie ginie, najwyżej zmienia stan
skupienia. Ewentualnie posiadania.
Pomijając epizody dobrze wiemy
co, gdzie, jak i kiedy.
Na chwałę rodzaju wciąż szukamy punktu
podparcia. Wszystkie bryły są do ruszenia
– pewnie nieuzasadniony optymizm,
jednak potrzeba matką wynalazków. Zabójczych.
A w tle walka o przetrwanie gatunku,
pokątnie zwana dziecioróbstwem.
Na pohybel przepowiednią bliskiego końca,
jeśli nawet to z całą celebrą.
Fajerwerki jakich świat
już nie zobaczy.
Sztelak Marcin, 16 maja 2014
Piąte:
Wszystkie rzeczy, które wasze są
przejmujemy na własność.
I niech się wam nie śni słowo,
pierwsze czy ostatnie.
Na początku był chaos, życie
jest wtórnością.
Szóste:
Wszystkie bramy i wyobrażenia zatrzaśnięte.
Jak wieko.
Amen.
Oraz reszta i tak dalej.
Sztelak Marcin, 15 maja 2014
Trzecie:
Wolność wyboru to dobry pretekst
zważywszy na listę grzechów,
krzew gorejący i przejścia, nie tylko
przez morze.
W dalszej części nazywane życie,
oczywiście z pewną dozą przesady.
Czwarte:
Pojednania przychodzą za późno,
chociaż twierdzą, że lepiej niż wcale.
Lecz, co oni mogą wiedzieć, skoro
drogowskazy złamane.
Podobno przez wiatr, ale opinie
są mocno rozbieżne.
Oraz reszta (przy)kazań.
Sztelak Marcin, 8 maja 2014
Prawo pierwszej nocy
Antyerotyk jesienny na nowy armagedon.
***
Plastikowe róże dla pań, od fioletu
po purpurę. Zgięci w ukłonach zerkamy
w dekolty.
Bal, piruety i inne figury
retoryczne takie jak: szwedzki stół, pokój na górze,
szerokie łóżko.
***
Zimny listopad otrzeźwia, jeszcze szklanka,
tabletki na ból.
Taki świt, że tylko płakać, nad bukietem zwiędłych
surówek.
Pościel zmięta, na kieliszku szminka, pod krzesłem
podwiązka.
Za szybą sina dal – przemarznięta czerwień.
Sztelak Marcin, 6 maja 2014
Gdy będę miał drugie życie nie dam się przyłapać
na niezgodności czasu.
I miejsca akcji.
Brukowanie zstąpień do piekła
przebiegnie bez zakłóceń.
Każdą niezręczność narodzin i umierania
pominiemy milczeniem – złoto.
Nie zauważę paradoksów przestrzeni,
ginących horyzontów, załamań światła.
Pamięć i zapomnienie – restart.
Na cenzurowanym zapiszę wszystkie słowa,
papier zniesie recykling
od dnia pierwszego – srebro.
Na początku było
ciasno, później rozstąpiły się wody. Noga
za nogą ruszył kalendarz. Jak zwykle do końca,
z góry przewidywalną trasą.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
19 stycznia 2026
Jaga
19 stycznia 2026
tetu
19 stycznia 2026
sam53
19 stycznia 2026
sam53
18 stycznia 2026
Arsis
18 stycznia 2026
Atanazy Pernat
18 stycznia 2026
violetta
18 stycznia 2026
sam53
18 stycznia 2026
smokjerzy
18 stycznia 2026
Jaga