Upał rozbiera
gęste powietrze miasta
na składowe.
Jałowy oddech domów
wypełnia płuca
zapowiedzią piekła.
Którego przecież nie ma,
jak twierdzą roztańczone
muchy.
Tylko ten asfalt przyklejony do stóp
i ciche szepty klatek,
beznadziejnie upojonych nocą.
Trwającą w pełni dnia.
A owady wznoszą od niechcenia
pieśni. Na pożegnanie,
na zatracenie. Chapeau bas.
o krok od głuchoty przewodzeniowej na skutek utraty funkcji przez proteiny rybosomalne..
zgłoś
popowodziowej..
zgłoś
chiba w nobla z medycyny mierzysz..
zgłoś