mój korepetytor
był studentem matematyki
miał białe mankiety
i złote spinki
przychodził w porze obiadu
jadł zupę i pił czarną kawę
próbował uczyć mnie
równań z dwiema niewiadomymi
białe mankiety
kwitły nad rzeką
złote spinki
świeciły w nocy
nie umiałem mnożyć i dzielić
zapach szarego mydła
został w ogrodzie
mojego dzieciństwa
siedziałem właśnie
z głową pod chmurą
gdy korepetytor
wchodził przez bramę
róże wspinały się po poręczach
kwiaty spadały na mokrą ziemię
stałem na ścieżce
z ręką wyciągniętą
na powitanie gościa
kwiaty zasłaniały
przed wzrokiem obcych
okrągłe szambo
w ogrodzie
Ładnie, Krsto. Płynnie i spokojnie, i zapachniało mi tymi różami, a właściwie jakimś dość nieuchwytnym klimatem z przeszłości, coś jak trochę zamglone odbicie w lustrze. Ale żebyś nie poczuł się rozczarowany, to mam coś z sugestii - moim zdaniem zbędne w ostatnim wersie "w moim" - tego nie musisz już dopowiadać, a pointa zyska. Aha - może tak dać "kwiaty" w ostatniej zwrotce, żeby róże się nie dublowały? Buziak za wiersz, bo wróciłam na chwilę do przeszłości. ;)
zgłoś
Ładnie. Jest historia i coś żywego w tej historii. Sugestie Mili są jak zwykle w punkt. Ja zasugerowałbym jeszcze zmianę "dwoma niewiadomymi" na "dwiema niewiadomymi". Wprawdzie obie formy są poprawne, ale ta druga jest właściwsza dla rodzaju żeńskiego. PZdr.
zgłoś
moim koreperytorem byl jak sie domyslasz jurek...
zgłoś
miladoro-odwzajemniam twój buziak--potrzeba mi takich ciepłych słów jak twoje--------------poprzwiłem zgodnia z twoimi sugestiami
zgłoś
stefanowicz--dzięki za dobre słowa---masz rację w sprawie mili i w zwiąku moim wierszem poprawiłem......dobrego
zgłoś
krysiu--czy to jerzy skłonił cie do pisania wierszy--czy też uczył cie matematyki----------pozdrawiam
zgłoś