Sztelak Marcin, 12 listopada 2017
W naszych zamknięciach z rzadka
odnajdujemy okienka. Złożone z mozaiki
półprawd.
Te kalejdoskopy witraży czasem
przemycają słońce.
Próbując je złapać do stłuczonych
słoików przecinamy palce.
Ale krew nic nie znaczy
zbyt rozproszona w lepkim
powietrzu.
Duszno, jednak nie wyjdziemy
na zewnątrz. Brak pewności
co do światła.
A przynajmniej w widzialnej warstwie
nocy.
Sztelak Marcin, 17 października 2017
Kłamię jak z nut,
przy czym nie znam zapisu,
pozostaje tylko klucz.
Niekoniecznie wiolinowy, otwieram
nim drzwi do serca
– infantylnie to brzmi,
lecz wciąż mnie stać na dzieciństwo.
Zakopane w słoiku, na podwórku
gdzie poraz pierwszy całowałem
sąsiadkę. Bez żadnych inklinacji
do pornografii.
Zresztą znów tu jestem. Niedziela
– rosół, schabowy i inne dodatki
do wspomnień. Daleko nie uciekłem,
wciąż padam bardzo blisko
jabłoni.
Sztelak Marcin, 17 października 2017
Kłamię jak z nut,
przy czym nie znam zapisu,
pozostaje tylko klucz.
Niekoniecznie wiolinowy, otwieram
nim drzwi do serca
– infantylnie to brzmi,
lecz wciąż mnie stać na dzieciństwo.
Zakopane w słoiku, na podwórku
gdzie poraz pierwszy całowałem
sąsiadkę. Bez żadnych inklinacji
do pornografii.
Zresztą znów tu jestem. Niedziela
– rosół, schabowy i inne dodatki
do wspomnień. Daleko nie uciekłem,
wciąż padam bardzo blisko
jabłoni.
Sztelak Marcin, 16 października 2017
Można się zachłysnąć, a nawet zatonąć
w odmętach, gubiąc liczbę składową
kropli.
Najsensowniej zmieścić oddech
pomiędzy, nie bacząc na ciemności
schodzące na miasto.
Być może z gór, lecz to nieistotne,
każdy łyk przynosi uspokojenie
rozpalonym wargom.
I ten chłód musi wystarczyć,
w zastępstwie ciepła twoich ust.
Sztelak Marcin, 8 października 2017
Oto jest paradoks
– liczne poronienia wywołane bezpłodnością.
I co może zrobić ucywilizowana małpa
jeśli nie lubi bananów, nawet w skórce.
Niewartej wyprawki – strata czasu,
a to przecież dobro wspólne
po zrzutce na baterie do zegarka.
Oczywiście te najlepsze, a przynajmniej
tako rzecze reklama.
Prawda objawiona, w przerwie programu
pralki automatycznej.
Małpa przypalona boską iskrą goli ciało,
kawałkiem ostrej kartki z płomienną polemiką.
Oto jest paradoks
– leczenie płodności szklanką spirytusu
w kostkach.
Sztelak Marcin, 7 października 2017
Niegdyś bogowie spacerowli ulicami
pozbawionymi kanalizacji i tak wąskimi,
że musieli dotykać spoconych przechodniów
rodzaju ludzkiego. Na początku była żebranina
i tanie sztuczki – aby zarobić na utrzymanie.
A nawet odłożyć nieco obiegowej monety.
Gdy było ich już stać na prawdziwe cudy
przenieśli się do marmurowych świątyń.
Szybko obrośli tłuszczem wraz z tłumem
kapłanów. Przyrost wprostproporcjonalny
do postępów kuracji odchudzających wyznawców.
Dziś mamy kanalizację i ulice tak szerokie,
że można nigdy nie spotkać człowieka.
O bogach nie warto wspominać.
Deus ex machine.
Sztelak Marcin, 6 października 2017
Coraz głośniej tupoczą po starych
scieżkach – pierwsza przecierka
– zarosły w erze neonowego światła.
Samozadowolenie wypełnia konta,
aż do przelania poza granice
szczęśliwości posiadania.
Moralnej wyższości.
Nie budujemy arki, w zanadrzu
potwory. Spod łóżka.
Świątynie znów pełne – hosanna
oraz medialne zrzuty manny.
Błogosławiona inwigilacja, kordon
sanitarny, eucharystia skazanych
na powtarzanie, w nowym, ładnym
opakowaniu. W końcu histori
nie piszą umarli.
W tradycyjnym duchu miłości bliżniego
nazbierajmy chrustu. Z imieniem na ustach,
jedynym słusznym.
Sztelak Marcin, 5 października 2017
Żyję po trzeciej stronie sztucznego
światła, jednak ciemność,
choćby w szklance. Na pół wypełnionej
czarną dziurą.
Na szczęście nieczynna o tej porze,
chociaż pewnie to tylko przerwa
na herbatę.
Z wkładką. Jednak kiełbasa
nieco za tłusta jak na podwieczorek
przy zniczach. Oraz przytulny
zapach stearyny.
Czas najwyższy zaciągnąć zasłony
milczenia. Albo przynajmniej powieki.
Zresztą widać tyko fragmenty
złożone w mozaikę.
Upstrzoną nadmiarem barw i polaryzacją
świata.
Nie da się ogarnąć.
Sztelak Marcin, 4 października 2017
Czas leci, a my wciąż nieświadomi
błękitów.
Zagrzebany na płyciźnie, przydennie
filcuję wiersze.
Takie ciągi znaków, nie do odczytania
za jakieś pięć tysięcy istnień.
Ale to kwestia przetrwania
gatunku, a mnie się nie chce
wybiegać. Nawet myślą,
szczególnie poza ramy kartek,
niezrywanych na pohybel
wszystkim upływom.
I kompletnie bez znaczenia
wzrost ciśnień. Na łączeniach
tak zwanej duszy.
Czas leci, a my wciąż nieświadomi
odcieni.
Choćby czerni i bieli.
Sztelak Marcin, 28 września 2017
Raj i piekło za każdą ścianą,
tkwimy pośrodku.
Owady na szpilkach
zatopione w mydlanej bańce.
Pęka bezdźwięcznie,
już nie potrafimy oddychać,
mimo że to takie proste.
Nagroda i kara za każdą ścianą,
tkwimy pośrodku.
Bezradnie wczepieni coraz słabszymi palcami
w coraz cieńsze błony.
Pomiędzy pierwszym a ostatnim
słowem. Zapętlenie.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
13 stycznia 2026
wiesiek
13 stycznia 2026
tetu
13 stycznia 2026
sam53
12 stycznia 2026
absynt
12 stycznia 2026
wiesiek
12 stycznia 2026
AS
11 stycznia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 stycznia 2026
Jaga
11 stycznia 2026
smokjerzy
11 stycznia 2026
violetta