11 june 2012

poetry

sisey
sisey

na ryby

mieliśmy od rana
chęć
bo rzeczce leszczyk
obrodził w dreszczyk
longdrinki kije przypon błyszcz
w bagażnik namiot a wóz że poemat
poemat? a co! "dopóki się kręci"
czy jak to tam szło
obława obława na młode leszcze obawa
czy wziąć coś jeszcze może wabik
sztucer na kaczki wyłącznie w obronie
kapelusz lustrzanki telefon
jeszcze okład na skronie
GPS - skręć w lewo zbieraj punkty płać kartą
wreszcie brzeg brzozy pylą jak wtedy
gdy milczeliśmy mądrze czując że
było warto
z leszczynowym kijem ojciec niby się srożył
- co też matce powiemy
zapach ryby z patelni był za całą odpowiedź
leci w głębię zanęta
nie, nie było najgorzej

Istar
11 june 2012 at 12:43

przeczytałam z przyjemnością, odczuwam bowiem ogromne przemęczenie ciężkimi wierszami, pełnymi smutku i skondensowanego bólu, pozdrawiam

report

sisey
11 june 2012 at 12:52

Rozumiem twoje zmęczenie i czasem podzielam. Pozdrawiam.

report

filo
11 june 2012 at 12:46

:) a jednak leszczynowy chyba bardziej, a za mną jeszcze nie leszcze a pstrągi w górskim potoku łapane "na rękę" ;) tak sobie przechodząc odpłynęłam we własne wspomnienia, wrócę, wrócę, a jakże

report

sisey
11 june 2012 at 12:55

yhm, tama z kamieni, a woda zimna, że aż boli i wyskakuje się na brzeg, choć na chwilę, by w lipcowym słońcu odzyskać stopy, a gdy już złapiesz takie tęczowe cudo, to nagle nie wiesz co dalej, i niby niechcący otwierasz dłonie - chlup!

report

filo
11 june 2012 at 13:04

dokłądnie - wypuszczało się, raz żaba, raz pstrąg, ale ten kropkowany :)

report

q
11 june 2012 at 12:48

ludzi przybyłeś łowić ;) lubię takie klimaty mentalne - dobra odskocznia, chociaż nie zawsze

report

sisey
11 june 2012 at 12:58

R. strasznie ewangelicznie zabrzmiałeś. Dziś, zdaje się, przewodnik stada potrzebuje czegoś więcej niż donośnego głosu i leszczynowej laski. Maiło być z lekkim: "siętęskni". Tyle.

report

q
11 june 2012 at 13:57

karkołomne zestawienie 'straszności' z ewangelicznością ;)

report

ALEKSANDRA
11 june 2012 at 14:37

są takie miejsca są takie chwile kiedy wracamy, pięknie wracasz sis

report

sisey
16 june 2012 at 11:27

a co jeśli konfabuluję? ;)

report

deRuda
11 june 2012 at 15:44

wspomniała mi się makrela, świeżo złowiona i pieczona na węgielkach, w deszczu, w środku nocy :)

report

sisey
16 june 2012 at 11:28

proszę to więc uwiecznić :)

report

Bogna Kurpiel
11 june 2012 at 20:58

Uśmiecham się do tego wiersza, odczucia podobne Istar. Dobrego Sis:)))

report

sisey
16 june 2012 at 11:28

I tobie dobrego...

report

Jerzy Woliński
12 june 2012 at 08:22

miła lektura,to trzeba na sieje (wędzone):)

report

sisey
16 june 2012 at 11:29

Nie miałem pojęcia, że tylu zwolenników ryb znajdę na portalu. Jakież to ludzkie. :)

report

Towarzysz ze strefy Ciszy
12 june 2012 at 18:49

alez fajny tekst

report

Szel
12 june 2012 at 18:53

oprocz pierwszego dwuwiersza

report

sisey
16 june 2012 at 11:30

Szelka, się nie znasz - czytaj Towarzysza. :)

report

Szel
16 june 2012 at 11:45

rzeczywiscie czeplam sie nie tych strofek, zwyczajnie poczatek mi nie sie nie bardzie widzi...z pierwszych czterech zrobilabym dwie....a wedkowac uwielbiam i rybe pokaze ci piekna, ale nie wiem czy tu!

report

sisey
16 june 2012 at 12:01

Szel, być może masz rację. Ja czytam na głos. Ach, i nie zapomnij o tytule. Taki mały suspens, bo na ryby od rana to i iść, i ochota, apetyt, pomysł etc. Zabawa słowem, nic więcej, może podkreślenie rymu? ;)

report

Szel
16 june 2012 at 12:04

wlasnie tego rymu za duzo mi na poczatku, no i zdrobnienie, leszczyk, dreszczyk...tak Sisey niech nie pisze :(

report

sisey
16 june 2012 at 12:13

Szel, tu nie ma przypadków. Autor się dobrze bawił. Jeżeli i czytelnik - gut, jeżeli nie - trudno, będę musiał z tym żyć.

report

Szel
16 june 2012 at 12:17

bawiles sie leszczykiem z dreszczykiem ? jakos to przezyle tez :P

report

28brrr10
14 june 2012 at 23:46

w krainie gdzie wszyscy na wszystkich...........obława na leszcza brzmi niewinnie i weekendowo.........:)

report

sisey
16 june 2012 at 11:31

Brrr, rozmawiasz ze starym przemytnikiem. Tak miało brzmieć. Pozdrawiam.

report

issa
16 june 2012 at 11:32

o! ryby w wodzie ;d

report

sisey
16 june 2012 at 11:39

I dźwiedź na brzegu. National Geographic istne. :>

report

issa
16 june 2012 at 11:41

:d i dźwiedź na brzegu / a sierść zmierzwiona / łapę wyciąga / i łuski zdziera / taka jest z niego / istna cholera

report

issa
16 june 2012 at 11:37

i żeby nie było /doprecyzowuję intencje/ że ja jakaś baba z kijanką na wiersz się zasadzam: lubię go:)

report

sisey
16 june 2012 at 11:40

Autora? To miłe. :>

report

issa
16 june 2012 at 11:43

nożesz, próbujesz podważać mój legendarny antybiografizm. zapłacisz za to. w naturze ;p

report

sisey
16 june 2012 at 11:55

Już drżę.

report

ezo**
24 june 2012 at 16:01

bracia łapali karasie w stawie. oj jak smakowały, jak smakowały mmm (Ps. mam uczulenie na pyłki brzozy) pozdrowienia sisey :)

report

sisey
24 june 2012 at 16:15

Karaś ościsty jak nieszczęście. Staw zapewne PGR-u. Jedyny powód, to zapewne, że z ręki braci, no i ten dreszczyk nieznanego - zamkną nas czy nie? :)

report

ezo**
24 june 2012 at 16:17

a nie, nie - to był staw prywatny hehe (u nas PGR-u nie było. na szczęście) ale nawet z niego karasie miały ości jak ta lala. najlepsze były ogonki. albo całość w zalewie octowej.

report

sisey
24 june 2012 at 16:19

Prywatny, znaczy sąsiedzkie widły w plecki. Rozumiem. Też atrakcyjnie.

report

ezo**
24 june 2012 at 16:20

za młoda byłam ;) nie pamiętam taki swarów jak u Kargulów i Pawlaków :P

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register