2 june 2011

poetry

sisey
sisey

re: w drodze do miasta

A więc jadę. Ot, tak. Żaden imperatyw. Układam na stoliku porządek rzeczy, a tu nic i nie za wiele - niebo jakieś maźnięte niewyspaniem. Ktoś otwiera drzwi, ktoś siada - ot, tak - nieistotnie, przezroczyście prawie. Mokre smugi ciągną ku czarnym wargom. Potem skaczą w zaprzeszłość urażone brakiem empatii. Pozaczas, pozaczas - szepczą - ot, tak. Migają treści w zabójczym planie. Równoległość światów, światów równoległość. Ugier, umbra, ciężarna zieleń - wykrzykniki w obłędnej partyturze. I już spokój, bez zbliżeń, nieobecność wpisana w orną perspektywę. Domiszcza, domki, zawiązki domów, pola, znów pola, domy... Podglądanie wyniesione do rangi sztuki. Oczy jakieś mam ciemniejsze. Ktoś milczy do telefonu, zapala światło ktoś, kartkuje - ot tak - nieświadom drażni tytułem. Za szybą żurawie. Stalowo przycupnęły, ot tak - zmarznięte bliźniaki, zapatrzone w pola, grzebień lasu, węszą. Synkopuję most w trzech oddechach, trochę mocniej rytm wbijając. Ot tak, mijam cmentarz - ot tak, nikt nie klęka.
 
- Pański bilet...

sisey
2 june 2011 at 12:29

Dzieci nie należy rozdzielać. :) Uwaga do czytelników: Tekst pierwotnie ukazał się w formie komentarza.

report

sisey
2 june 2011 at 12:33

No tak, brak edycji... :/ Nie byłoby tego tekstu bez "w drodze do miasta" Issy (powyżej widać łącze, kliknij jeżeli przeoczyłeś)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register