Zacienienia

 
W pełnym świetle czają się mroki
zaśniedziałych luster.
Odbijające obce twarze,
pełne pogardy.
 
Strach roi podskórne bóle,
aż do pęknieć nabrzmiałych konturów
papierowych postaci.
 
Które wiatr rozwiewa niczym liście
w zapuszczonym parku. Gdzie wypijamy
bez zająknięcia codzienną porcję 
niechcianego błogosławieństwa.
 
Tylko że łzy na koniuszkach drżących
palców to efekt nieustannej 
pełni księżyca. Głęboko wbitej
w odwrotną stronę najciemniejszej nocy.
 
Kiedy staramy się policzyć wszystkie
spadające gwiazdy.
Te od niespełnionych życzeń i żałośnie
utraconych chwil życia.
 
Co to miały nic nie znaczyć.
A przynajmniej według matematyki.

alt art
12 may 2018 at 13:38

mój cień poruszony włosiem onego pędzla; to będzie czarny koń apokalipsy; ledwie w łuk ubrana polinezyjka..

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register