Życie funta kłaków warte,
chociaż to niestabilna waluta,
jednak cóż poradzisz – galopująca inflacja.
Dlatego w ostatecznej wersji
jestem niedopracowany jak cholera jasna.
Lub inne przekleństwo,
które akurat wiatr przyniósł na język.
Czas splunąć przez lewe,
ewentualnie uciekać przed siebie,
aby wyrżnąć głową w mur.
Albo potknąć się o perfidny kamień,
na nim podobno się rodzą,
ale nie wiadomo kto, kiedy i dlaczego.
Wypada więc pozostać sam na sam
ze swoją niewiedzą, puszczając oko
w kierunku niewiadomego.
Przecież śmierci nie wyśnisz, a życie
– jak było na początku, oraz najoczywistsze:
i tak dalej.
Aż pięty bolą.
report
Nie zgadzam się, iż życie funta kłaków nie warte, życie to największa wartość, nawet jeśli czasem nam się wydaje, że jest do bani i stykamy się z murem naszej niemocy.
report
Druga wydaje mi się jakby trochę przeszkadzała w biegu przemyśleń , bo im dalej tym ciekawiej...miłego :)
report