2 czerwca 2016

poezja

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

Pod jabłonią

Dzwonią że umarła,
że jak szła korytarzem, tak się przewróciła.
Ale ile lat? tego nie wiedzą, mówią bardzo stara,
i na jakiej ulicy to, w jakim obcym mieście, jeszcze 
raz powtarzają ulicę, godzinę - te wszystkie 
niezbędne informacje, żeby trafić,
bo do nich też dzwoniono.
 
Trzeba mieć jakiś kontakt, pierwszą myśl
do kogo by tu... komu przekazać?
A tu grom z ciemnego nieba, bo przecież
w młodości wyrzekła się rodziny
i całe życie tylko siostrzyczki, siostrzyczki...
i Jezu, Jezu, mój słodki Jezu.
 
Za starzy jesteśmy, żeby teraz szukać, błądzić,
no i jeden raz u nas była - wystawiliśmy
stół i krzesła pod jabłoń.
Poszła do domu do leżącej na łożu,
gdy my z dziećmi w cieniu
czekaliśmy aż wróci.



.

bosonoga - Gabriela Bartnicka
2 czerwca 2016 o 09:06

życiowa opowieść. ciekawie snujesz...PoZdrówka :).

zgłoś

gabrysia cabaj
2 czerwca 2016 o 09:14

tak naprawdę, Gabi, to chciałam tylko namalować zakonnicę w otoczeniu rodziny pod jabłonią, ale nie umiem malować - dobrego dnia.

zgłoś

alt art
17 grudnia 2018 o 11:09

dwa lata temu odeszła Lilka..

zgłoś

jeśli tylko
17 grudnia 2018 o 11:17

już dwa..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się