13 kwietnia 2016

poezja

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

Muszle

Moje córki żyjące w potencjalnym grzechu
wytatuowania, czytające znaki, wierzące 
w sprawczą moc kamieni - mineralizują wodę
czaroidem z dalekiej północy lub okiem tygrysa
z Madagaskaru.
To wszystko na spokój i równowagę.
Moja córka małpa, która zakrywa uszy, oczy i usta
na całe zło tego świata, używa język ciała, odwracając się
i wychodząc.
Moja córka matka, przyczajony tygrys, czasami
irytuje się tak, że tylko płakać, żeby nie krzyczeć.
Moje córki z tej samej rafy poróżniły się
swego czasu o style życia. 
Odkąd sypiam w czerwonych koralach, intuicyjnie
wiem, co zależy ode mnie.
Wiem, że nic nie muszę. 

.

alt art
13 kwietnia 2016 o 09:00

to ciało to chyba dziewczyna, linoskoczek choć burza; nieugaszone, a przecie lakoniczne pragnienie; w trybie live..

zgłoś

gabrysia cabaj
13 kwietnia 2016 o 09:29

mówimy różnym językiem, drogi alcie, ale to nie znaczy, że się nie rozumiemy, przecież nie musimy, bo bez słów, czujemy..

zgłoś

mua
14 kwietnia 2016 o 13:29

od "moje córki" bym skrócił dodają tamże dalej "także czarownice " heheh

zgłoś

gabrysia cabaj
14 kwietnia 2016 o 18:52

jakbys skrócił, to by nie było o czym czytać, mua

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się