25 lutego 2017

poezja

Pi.
Pi.

mayday mayday

wrócił chłód. jak zakazana mantra, której nie wolno 
zlekceważyć. ma być dobrze, a jest najgorzej i ciągle 
nie pomagają ciepłości, które chyłkiem gromadziliśmy

jak indianie swój słynny chrust przed szczególnie 
mroźną zimą. kiedy jęczę: alarm! mayday! pull up! 
że nie czuję tego i tamtego. och dear - bagatelizujesz,

o niedomkniętych prognozach. wysyłasz bezpieczne 
aluzje. to tylko gorzka mgła - mówisz - a nie żadna 
z depresji. to tylko przerębel, a nie dziura w lodzie.

podobno będzie dobrze, jeśli tylko przestanę łaknąć.
jeśli tylko nie wrócę stamtąd, dokąd wysyłasz mnie
w niespełnionej fantazji, o tym co już niemożliwe.

alt art
27 lutego 2017 o 10:46

autostradą na kolanach, za nalewka na kościach, co na rozgrzewkę..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się