z czterech stron świat z rozpiętą koszulą
osadzony na skali szarości
zapina barwy na ostatni guzik
sprowadzając życie do roli manekina
powszedniością
dopasowany do sylwetki ściera skórę
aż do krwi
czas zamieniając w dzień świstaka
obraz poetki
maluje tam gdzie kończą się białe kołnierzyki
a zaczyna sen o miłości
" powszedniością codzienności" to bym usunął albo zmienił :) ale skłaniam się ku usunięciu :)
zgłoś
dzięki Marcel, jak zawsze na posterunku... zmieniłem co nieco... :)))
zgłoś
lubię taką narrację :)
zgłoś
ciesze się... :)
zgłoś
śnij... bo ładnie potem tworzysz :)
zgłoś
tworzę... przed snem lepiej... ;)))
zgłoś
aha.. no to do wieczora już nie przeszkadzam - łap myśli w spokoju :))
zgłoś
pomiedzy wieczorem a snem... najlepiej ... tworzę :)
zgłoś
przeszkadzaj... ;)
zgłoś
:))
zgłoś
dużo się dzieje, myślę, że dobrego:)
zgłoś