Zmiana sposobu prezentacji
https://www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk&spfreload=10
nie mam syna
ale chcę im to powiedzeć
a teraz do ciebie
jedyna sprawiedliwa
https://www.youtube.com/watch?v=z-2mO3KTVHg
przedni zderzak
odpadł już z piędziesiąt razy
za to silnik był zbyt na luzie
makarena wypasiony po subofer
z przodu pokazałem korbę
zagrałem w sedno
poszedłem na całość bez limitu
oszczędziłem zbędnych ubezpieczeń
a ty wciąż warczysz że karoseria kosztuje
że ciągle przeżera cię rdza
teraz w ustach mam wyjebane
dość ph
żuję orbit
w ustach
nie mam już kwasu
ty adna taka szto nawet mnie nużno skazac
`ja liublju tiebia` wowww... goworit nie nada
nie nada etomu potomu szto niecharaszo eto wsio znaczitsa...
znaczitsa by twoj muż nie uwidieł nu sztoż... naprimier etowo nikto
nie znajet wsie błagadirują aktiorom i aktrsiom
w antrakt pomiażdu `myszionku sziepczet mysz
a szto ty szurszysz nie spisz`
...
jest coś jeszcze a ja powiem więcej i jeszcze więcej nawet
http://www.youtube.com/watch?v=HbaZVb3ILD4
a ty również powiedz mi a nawet nie mów wiem dobrze kiedy najpierw
http://www.youtube.com/watch?v=WUnFuDCsR2k
a potem obłoki ziemi kołysanką a dalej
a dalej to nawet łamią się zapałki
http://www.youtube.com/watch?v=OT-wW06LCqY
...na
sam na sam o grzesiu co przez wieś ni przypiął ni przyłatał worek piasku niósł jedynie ony i ony sam jeden a tam ciurkiem małe planety wolne jak ptaki niczym jak jego własny szybują sypią wskrzeszają iskry spod tych co to na grzędzie znoszą w sobotę na śniadanie o szóstej rano wszystko i nic a nawet wiecej a przecież pyszne takie
zmiana pozycji drogą do poczekalni w piekle słońca takie przeżycia ekstremalnie nieodwracalne zmiany w mózgu kiedy pinokia nie chcę a ty masz globus przecież piękna jakaś ty jest dziś namolnie smaczna a jaka sympatyczna kiedy się wypinasz w łyżeczke kocham to
daj mi spać cholera
nie kłam
zabieraj ten nos
bo jeszcze mnie przebijesz
na wylot
albo nie
kłam dalej
o nadmiarze braku tchu moja rzeczywistość rozpływa się w ustach
jak słońce świecące przez żaluzje sześćdziesiąt dzewięć życzeń na wspak nie jest odpornych na ból
przeistoczenia z zatrzymaniem w odpowiednim momencie
to też nie taka prosta sprawa rozpędzony jadę na detoksie
gdy już dopadam z pozoru obojętna zasysasz pocieszenia jak powietrze
dzieci dorastają światło pomijając żywioły przeistacza się w znikanie nocy a ja bezimiennie prawdziwy szukam mostów pośrodku dnia
nazbierało się
ze starej płyty nauka mówienia głuchoniemy układam jak leci
ust i tak nie zrozumiesz zgryz niczym gangrena
usiłuje się przedostać przemówić kiedy pora milczeć
mogę tylko napisać wiersz o tym jak bardzo pamiętam
z kieszeni spodni tam gdzie trzymałaś dłonie wyciągam ciepło
myśli zapisanych na kawałku kartki jedną za drugą
oddzielam od słów byś nigdy nie musiała się dowiedzieć
jak się męczę w tym samym czasie na stykach obcowania
kilka godzin przed świtem włączam starego winyla
z dźwięków odtwarzając linie papilarne dotyk uczy się słuchać
od nowa w twoich rękach
jednak nie gorsza od faszyzmu do bólu leczysz mnie z upośledzeń próbujesz ten szpital jest poza mną spaceruję w kaftanie po zarysie przemilczeń koegzystencja
to nie są wyznania na przekór przeklęte alegorie ble ble ble między słowami jest taka zależność spalone dłonie nie potrafią
w nieskończoność lepiej i lepiej czasami przypomnij mi swój brak makijażu żebym zapamiętał jak smakujesz
naprawdę
patrzysz przez pryzmat pocznij znaczenie kiedy tylko pragnąć
a wyskoczę jak królik z kapelusza oboje mamy coś czego
zazdroszczą nam ćmy burzliwy pragnę tego światła tego chcę
czuć przybyciem narodzin by doczekać dobiegu końca zaczętych
myśli kiedy staniemy się zagadką to nasze żniwa
bądź mi więc ziarnem na nowe siedlisko bym nigdy potem
nie musiał powiedzieć już nie widzę jaka jesteś piękna
z ogromnym dystansem do samego siebie
podchodzę przez oryginalność języka
wirtuozeria zblazowanych myśli
pod zimowym kapeluszem asekuracyjnie na odwrocie
ma przypiętą karteczkę z napisem wiersze bez sensu
gdzieś po drodze licząc od słońca trzecia a na niej my
to halucynacje pokryte szronem domek z kart otoczony żółknącym ogrodem
szukając zagubionych skarbów których nikt nigdy nie zapodział
mimowolne rekonstrukcje biegu wydarzeń są optymalne
z punktu widzenia wykonywanych czynności
kiedy swoboda manewru znalazła się między młotem a kowadłem
żądałem od ciebie jak najwięcej
tylko po to aby wynegocjować cokolwiek
jednak okazało się żę moją dyplomacją można jedynie wykonać czynność do której zazwyczaj używa się papieru toaletowego
i znów z ogromnym dystansem do samego siebie
podchodzę przez oryginalność języka
w jutrzni nocy lewitacja w kolorze khaki kiedy paski w oknach
gal ubrany na czerwono muł pod celą obok
nie frajer grypserą nawijka taka jest cena
zejdź na klawochę a przecwelony z kiciorem
sam do siebie nie zawiniesz tylko klawisz patrzałkami w lipko
łypie czy jeszcze tchu masz najebuki pikanta a może szkloki
zawinął ten co nie chciał wyngla ryć jak przystało na frajera
a majhrem z karmana pojechał jednego dla prayncypu
teraz kituje apel do papugi by jeszcze człowiekiem
dalej na spacerniaku człapa za człapą szuraniem
zdejm tą myckę kondoniarzu trybisz cwelamusie zajebany w ryj
nie zatrybił zakitowali mu dziuplę sikor przestał być potrzebny
zanim zamiejscowi zrozumieją słońce pójdzie na bezrobocie
nie nie nie pluję amfetaminą pół żartem a nawet bardziej serio
oświadczam tylko że przebudziłem się dziś rano
i chcę być wolny w swoim mieście w którym brak drogowskazów
jest równoznaczny jedynie z dance macabre
chcę zatrzymać to umieranie tutaj w końcu przyszedłem na świat
i tutaj znalazłem pierwszy horyzont fakt
koledzy nie byli z górnej półki ale byli lojalni
poznając anatomię ulic i smak jolki zza nasypu
razem wydeptywaliśmy ścieżki do nikąd czasem spontaniczne myśli
wyrywały godziny z zawiasów potem słowa potaniały odbiłem
lecz skrzydła nie opadły z piór bo to miasto choć na wirażu
nadal jest prawdziwe i wciąż jest moje
