w szpitalu wszyscy
chorują w choroby
kroplóweczki pigułeczki
szczajniczek na siczek
gadki galaretki
kolorowe gazetki
opatrunek takielunek
kleiki zastrzyki wstrząs
a nocą tylko
bicie serc
łup łup
łup łup
pięściami
w szpitalu wszyscy
chorują w choroby
kroplóweczki pigułeczki
szczajniczek na siczek
gadki galaretki
kolorowe gazetki
opatrunek takielunek
kleiki zastrzyki wstrząs
a nocą tylko
bicie serc
łup łup
łup łup
pięściami
na choroby to może:)
zgłoś
"w" ;)))
zgłoś
jeśli tak to mogą tylko grać:) Miłego dnia:) Pietr:)
zgłoś
o to to: grać w gry :) miłego Jaro :)
zgłoś
jakbym własne słyszał łupanie. I ta całodzienność szlafroka ;)
zgłoś
szlafrodzienność i szlafrodzielność, no i jeszcze całoszlafroczenie, zeszlafroczenie... :)
zgłoś
ja lubię swój szlafrok :) granatowy ze znaczkiem bardzo znanej hameryknskiey academy:) w sumie zdobyczny. Tam od razu zajumany. Nic z tych rzeczy. Dar narodu dla najlepszego sojusznika. Z tym, że ja szlafroczę w domu i mogę tylko pozdrowić kolegów, którzy szczęśliwe szlafroczą w szpitalach, bo mieli to szczęście ,że dostali szlafroki zamiast ładnie złożonych flag narodowych:) Pozdrawiam:)
zgłoś
Gadki galaretki...z czarnym poczuciem humoru, ale też mocno i nie chodzi o to "łup łup" Bardzo przekonywujący.
zgłoś
Aśćko, Presumpcjo - miłomi, dzięki :)
zgłoś
nigdy tam nie chorowałam w choroby i nie chcę tam, bardzo bardzo, świetny wiersz
zgłoś
Zamajaczyła mi historia, nie pomnę już, gdzie spotkana, ale z pewnością realna, opowiedziana przez kogoś, jedna z tych, co to je noszę do powtarzania w sprzyjających jej okolicznościach.
zgłoś
Leżał ktoś w szpitalu. I odwiedził go bliski. Ktoś bardzo bliski. I tak jeden leżał, drugi siedział. Weszła pracownica, kobieta z mopem i uparła się, że musi akurat wtedy zmyć do czysta. I nie zgadzała się przyjąć do wiadomości, że może jest na to odpowiedniejsza pora: kazali posprzątać, to poszła sprzątać.
zgłoś
Było więc najważniejszą rzeczą na świecie, aby gość wyszedł i poczekał na korytarzu, aż się przetrze i aż wyschnie.
zgłoś
No to skoro było najważniejszą rzeczą na świecie, aby gość wyszedł i poczekał na korytarzu, to żadne prośby nie pomogły.
zgłoś
Czekał. Jak kazali. A jak wszedł, kiedy już się przetarło i się wyschło, to tam na łóżku leżał ktoś bardzo bliski. Tyle że akurat w czasie na mopa wyszedł dokądś bardzo daleko.
zgłoś
Isso, a może było tak: ten co leżał czekał. Ile mógł. Żeby przyszedł i usiadł przy nim ktoś bliski. A jak już przyszedł i usiadł, jak przepłynęło między nimi to, co przepłynąć mogło i powinno, nieuniknioność poczuła się skrępowana. I potrzebowała chwili samotności, by się wypełnić.
zgłoś
Yhm. Rozumiem. To też możliwe = tak samo prawdopodobne. Np. Intymność śmierci. Najintensywniejsza z istniejących: a teraz proszę nas zostawić samych, mnie i Śmierć. Lub tysiąc i jeden innych motywów. Jasne - nie ma i nie może być jednej jakiejś zawszereguły dla umierania poszczególnych, pojedynczych, niezamiennych ludzi.
zgłoś
Issa I Pietrek :) Powiem brzydko K..mać. Może to i przesada,ale można się nad tym trochę zastanowić.
zgłoś
:) Jaro, ale czym jest tak konkretniej "tym" w tym ;d zdaniu? Nad czym się zastanowić?
zgłoś
czekaj, czekaj, Jaro
zgłoś
mam się zastanowić nad tym, że lekarz puentuje to K urwamaciem? (pytam bez złośliwości, znaczy, pokojowo, z jak najuważniejszym otwarciem na Ciebie)?
zgłoś
czasem dobre k... mać jest lepsze od pitolenia i jak widać z Twojej wypowiedzi poniżej już załapałaś - na co liczyłem i poczekałem :) bo pitolić można na różne tematy:)jest to rodzaj powierzchownej próżności, żeby było jasne - naszej próżności:) u mnie też pierwszy raz z drugiej strony grobu, a ojciec umarł w domu.
zgłoś
Chociaż, jakkolwiek jest, staje się, nie staje, to jednak wydaje się, że w jakiś przedziwny, dotkliwy sposób ta Kobieta z Mopem w planach symbolicznych - może chyba przypominać wiele postaci współczesnej śmierci. Którą Ariès nazwał śmiercią zdziczałą. Kobieta z Mopem. Zamiast szkieletu z kosą. I pozostałych przodków Śmierci, zachowanych w wizerunkach kultury.
zgłoś
"czasem dobre k... mać jest lepsze od pitolenia". :) Podzielam tę Twoją wiarę, Jaro :d
zgłoś
"u mnie też pierwszy raz z drugiej strony grobu, a ojciec umarł w domu". Yhm. Zatem serdeczne pozdrowienie Agnieszki dla Ciebie, i dla Ojca, Jaro :)
zgłoś
heh:) z resztą, poczekam:)
zgłoś
(Jest możliwe, Pietrek, że tak, jak mówisz, było z moją matką. Umarła pół roku temu, to jest jej pierwszy raz - Pierwszego Listopada z drugiej strony grobu
zgłoś
Wybrała śmierć w domu. Własnym. Przychodziłam do niej na długie godziny - mieszkałyśmy, hm, mieszkamy do dziś?, w osobnych domach, ale bardzo blisko.
zgłoś
Zapytała mnie wcześniej, czy się zgadzam, żeby to było w domu, nie w szpitalu. Bo nie chciała też niczego wymuszać. Zgodziłam się, ponieważ śmierć z wyboru w domu uważam za bliską temu, w co sama wierzę. Rzecz jasna, lub niejasna, to nie znaczy, że chcę narzucać taką wiarę komuś innemu, kto jej sobie nie życzy.
zgłoś
Trochę to trwało, dniami i nocami to umieranie. Ale, rzeczywiście, z moją matką ten trochę koniec, trochę nie - zbliżałby się do tego, co mówisz, Pietrek: usnęłam w nocy, leżąc przy niej, dosłownie może na godzinę?, może krócej? dłużej raczej nie. I matka wtedy właśnie poszła sobie dalej)
zgłoś
bo rodzice to jakoś tak dziwnie umierają, całą noc nie spałam ślecząc przy telefonie, na zmianę dzwoniąc i odbierając go, bo tata miał operację wielogodzinną... i wreszcie po trzeciej w nocy jakoś tak się uspokoiłam i zasnęłam... i on wtedy umarł... to dziwne, rozmawia się potem z innymi i dowiadujesz się, że brat też wtedy usnął... i pojawia się jakaś nić magiczna, której człowiek się chwyta i nie chce puścić
zgłoś
:) jak Tezeusz
zgłoś
tak :) to bardzo możliwe, nasza nić Ariadny
zgłoś
:)
zgłoś
szpital ogłupić potrafi / bo jedynakiem będąc / nagle zapragniesz mieć siostrę//;)
zgłoś
A NOCĄ PERSONEL... ŚPI.
zgłoś
i to już nie jest pitolenie, tylko życie.
zgłoś
podoba mi się Twoje podejście do szpitala :)
zgłoś
Rzecz jasna.
zgłoś
Kobieta z Mopem - tak, ten wymiar Twojej opowieści, archetypiczny trochę, jest widoczny w pierwszym planie. Chciałem inne perspektywy akomodować.
zgłoś
Rozumiem, Piotr :)
zgłoś
I, zanim stąd pójdę, zostawię cząstkę z wiersza, który w różnych granicznych miejscach dość często mi się przypominał, szeptał gdzieś w tle, jak sprzymierzeniec, nie wróg - wg mnie może mieć dar przytomnej i dyskretnej współobecności przy granicach niektórych światów:
zgłoś
"Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy, / Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi; / Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy".
zgłoś
:) całość można znaleźć np. tu: http://poema.pl/publikacja/10658-nie-wchodz-lagodnie-do-tej-dobrej-nocy
zgłoś
Pięknie Issa:)Pięknie Piotr:)
zgłoś
zaraz idę poczytać, później wiadomo. Isso, Jaro - Do :)
zgłoś
uuu, Dylan, i w dodatku Thomas :)
zgłoś
Do, Pietrek, Jaro :)
zgłoś
(znaczy, rzecz jasna lub niejasna, jak kto woli, do innego dobrego później :)
zgłoś
d.i.d.p. :)
zgłoś
:)
zgłoś
do miłego znaczy się:)
zgłoś
:)
zgłoś