21 czerwca 2012

poezja

Pietrek
Pietrek

ultraviolet

jakiś odpowiedni cytat, może coś z Hemingwaya…

znów umarł ktoś inny
więc ja
uczę się żyć z nowiutką śmiercią
jak z wieloma innymi

starszymi wydoroślałymi

do głowy przychodzą tylko nieistotne
słowa kalki ułomne
emocyjki potykają się we mnie i o mnie

gdyby tak popatrzeć w ultrafiolecie
to obrastając runami śmierci
mam coraz mniej

powierzchni

do fotosyntezy

Ewie, odeszła dziś, o piątej rano

hossa
21 czerwca 2012 o 12:00

...........

zgłoś

RENATA
21 czerwca 2012 o 12:04

ujmuje

zgłoś

sisey
21 czerwca 2012 o 12:52

Srebrne ryby w drodze do źródeł/ nieme skoki przez kolejne porohy/ zimno, wiesz że zimno/ front burzowy ze wschodu/ do wieczora pokryje całe terytorium/ wiatr silny, chwilami porywisty/ dopiero w przyszłym tygodniu/ spodziewamy się niewielkich przejaśnień/ dziś zbiera się komisja sejmowa w sprawie za...

zgłoś

Istar
21 czerwca 2012 o 13:51

bardzo mi przykro....

zgłoś

Pietrek
21 czerwca 2012 o 14:06

Hosanna - wszystko w porządku, dzięki wszystkim, pozdrawiam

zgłoś

q
21 czerwca 2012 o 14:53

piękny wiersz Pietrek - zamilkłem na chwilę. pozdrawiam

zgłoś

Jerzy Woliński
21 czerwca 2012 o 15:00

:]P

zgłoś

Szel
21 czerwca 2012 o 15:28

ehhh Pietrek zostawie tu swiatelko dla twojej Ewy i dla Jamesa Nolana

zgłoś

Magdala
21 czerwca 2012 o 15:33

emocje na piątkę. :)

zgłoś

deRuda
21 czerwca 2012 o 19:23

cichy smutek...

zgłoś

alt art
21 czerwca 2012 o 19:25

.

zgłoś

zuzanna809
21 czerwca 2012 o 21:13

"z nowiutką śmiercią..."-niesamowite...Pozdrawiam:)

zgłoś

issa
22 czerwca 2012 o 00:09

Posiedziałam sobie przy tym wierszu. Trochę. Jego synteza światła bardzo mnie zajęła. Wrócę w innym sprzyjającym czasie. Dobrego. P.s. Literówka *Hemingwaya

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:32

Wróciłam, jako obiecałam. Hm. I wygląda na to, że zaproszę Cię do podróży, której końca jeszcze sama nie znam. Zrobi się z tego coś w rodzaju poszukiwania w odcinkach, ponieważ okazuje się, że zainteresowało mnie coś, co sama sobie chcę poukładać. I nie dziś napiszę zakończenie. Dla wygody czytania podzielę na cząstki to, co już jest. Zatem, jeśli chcesz, to chodź:)

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:33

Barańczak fotosyntezuje tak: "To przecież tylko nicość. Jakże takie nic / ma stanąć pomiędzy nami. [...] / Zgoda, wiem, nie odpowiesz na moją ostatnią pocztówkę. / Ale będę za to winić coś rzeczywistego, / listonosza, katastrofę lotniczą, cenzurę, / nie nieistnienie, które, zgódź się, nie istnieje". [końcówka z wiersza "Grażynie"]. Ta liryczna postać odżywiania sama zaczyna foto-syntezować, czyli staje się syntetycznym obrazem światła. Z innego tekstu. Obrazem rozumianym nie jako zastępnik pierwowzoru, podobizna, lecz jego symbol. Dzieje się tak w połączeniu z esejem o wierszu, pierwszą z osiemnastu prób, które w zbiorze "Tablica z Macondo" tłumaczą, po co i dlaczego się pisze.

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:35

Powiedzmy, że wyobrażę sobie: oto potrafię tak zbyć Śmierć, że jej, odprawionej z kwitkiem, nie ma. Zbyć. W obydwu współczesnych znaczeniach: sprzedać lub odstępować towar po niskiej cenie; reagować na czyjeś pytanie, prośbę zdawkowo, lekceważąco. Wydaje się, że u Ciebie też znajdzie się i jedno, i drugie. Inaczej jednak niż u Barańczaka. "Nowiutka" byłaby w okolicach towaru. "Wydoroślała" zbliża się do żywego. Z metaforą: do każdego zjawiska, które raczej przejawia się w żywym niż jest nim oczywiście ("wydoroślało" o abstrakcie). I do widzialnie zdolnych do przemiany roślin. Bez metafor: do zwierzęcia i człowieka. Od "coś" z odbierającym życie urzeczowieniem, poprzez "coś", czemu przysługuje życie, do "ktoś".

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:40

Uzmysłowiłam sobie: chyba dlatego że możliwy jest u Ciebie ten cykl przemian, zareagowałam tak czule na Twój wiersz; otwiera drogę, jaka zamyka się u Barańczaka. Rozumiem, zdaje się, jego próbę wyjścia, mogę sobie chyba mniej więcej zrekonstruować tragiczność, trwogę, bunt i przezwyciężanie słabości, jakie doprowadzają do rozwiązania z nieistnieniem. Jednak zabrzmiało zbytnią wzgardą, by na tej sile poprzestać. Innymi słowy, odwaga powiedzenia "takie nic", wydaje mi się, od dawna aż do teraz /bo skąd mogę wiedzieć, co będzie dalej/ ostatecznie wyzwaniem, które wygląda tak, jakby się wierzyło, że można wykończyć naturę dość pospolicie pojmowaną kindersztubą; umowność pokryje wszelkie pozostałe odpady.

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:41

Co z jednej strony kulturowo kunsztowne, błyskotliwe: z powabami dla intelektu. Z drugiej zaś, dla mnie /przez morze wychowywanej do metafizyki/, w końcu mniej atrakcyjne niż inne możliwe drogi. Ponieważ konwencjonalizuje moce z pewnością niestworzone przez człowieka: wydaje się, że przestrzenie żywiołów /o ile można to w ogóle stwierdzić z jakim takim prawdopodobieństwem/ nie znają wyłączania – ani pogardy, ani troski o konieczność poniżenia – by trwać.

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:46

I jeszcze inaczej, dla doświetlenia choć trochę: chociaż wobec morza jestem w zabawnej bezbronności, to /by zachować wiarę w sens i nie rzucić się do morza, aby zapomnieć o oczywistej wiedzy, że ono potrafi mnie utopić bez ceremonii i żalu/ nie muszę mówić, jakbym ignorowała nieusuwalną obecność cuchnącego żebraka-mordercy w salonie: "to takie nic". Zatem, idąc tymi tropami, jeśli Śmierć widzieć jako pytającą lub proszącą, Barańczak mówi nie do niej: "Nie istnieje. To takie nic" (aż korci, by usłyszeć akompaniament ech spośród świata: "takiemu czemuś to ja dzień dobry nie odpowiem"). Odmowa dialogu z tym, co i tak ze mną wygra. Z wielu perspektyw – triumf życia. Twój tekst radzi sobie z tym inaczej.

zgłoś

issa
25 czerwca 2012 o 13:47

Co dalej, jeszcze nie wiem. Pozdrawiam.

zgłoś

gabrysia cabaj
25 czerwca 2012 o 14:13

issa!!!!! :)

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:36

yhm, GLC? ano, to ja, issa:)

zgłoś

sisey
25 czerwca 2012 o 16:00

Zawiły tekst i chyba (choćby dla światła) wygodniej by było w prozie. Mam opór z przyjęciem informacji, że drzewo ma być symbolem słońca. Fotosynteza, to przecież proces uzyskiwania wysokoenergetycznych związków chemicznych z dwutlenku węgla i wody przy udziale energii. Per analogiam, szukam tych nowych, wysokoenergetycznych "wartości" przy zderzeniu z wierszem. Metafizyka śmierci? Będę obrazoburczy i napiszę, że ocean, to raptem większa balia wody. W ludzkiej skali ogrom, ale tylko w ludzkiej. Czym bowiem dla granitowego głazu jest 100 tys lat? PS. Nie mama pewności, ale czy nie poprawniej by było "fotosyntetyzuje" (okropny termin, tak swoją drogą)?

zgłoś

sisey
25 czerwca 2012 o 16:42

No tak, po rozmowie, okazało się, że Issa stworzyła nowe znaczenie dla terminu fotosynteza. Mimo, że przywołuje na chwilę świat roślin. Tak, że mój komentarz jest co najmniej obok. Proszę go nie czytać. :>

zgłoś

issa
26 czerwca 2012 o 21:43

sisss, też nie przeczytałam ;d

zgłoś

Pietrek
26 czerwca 2012 o 10:40

sisey - obiecuje że nie przeczytam ;D Isso - wziąłem głęboki oddech - i..."mówię wierszem!?" że tak sobie sparafrazuję, muszę posiedzieć troszkę nad Twoimi słowami, są na granicy mojej percepcji, ale istotne, więc dam radę, więc wracam do lektury, i dziękuję za poświęcony mojemu tekstowi czas i uwagę :)

zgłoś

issa
26 czerwca 2012 o 21:47

Pietrek, choćby niedźwiedzicę za kudły ciągnęli, ta nie powie do Ciebie "monsieur Jourdain" ;d

zgłoś

Pietrek
27 czerwca 2012 o 06:43

Stanowczo protestuję przeciwko ciągnięciu dżwiedzi za kudły, i za cokolwiek innego, prócz języka ;), a Pana Żordana odnajduję w sobie i tak, nie z kokieterii, lecz ciesząc się z każdego "bonusa ignoranta" który dostaję. Ignorant tyle się jeszcze może nauczyć...to krzepiące :) Wprawdzie powinno się unikać auto-egzegezy, to muszę dodać, że istotnie, szukam rozwiązania innego niż przytaczane przez Ciebie. Innego niz u Barańczaka. I że ultrafiolet jest światłem sztucznym i naturalnym, życiodajnym i zabójczym, widzialnym i niewidzialnym jednocześnie. No i teraz widzę że tekst wymaga poprawek technicznych, alem bezradny póki co. Dobrego :)

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:29

I Tobie, i Tobie dobrego:)

zgłoś

Pietrek
27 czerwca 2012 o 10:36

kolejny bonus :) w necie znalazłem "Tablice...", fragment, ale i tak pyszny, swoją drogą, któż to ach któż jest autorem "podręcznika grafomana", bo chciałem przesłać wyrazy podziękowania, nauczyłem się z niego więcej, niż zewsząd inąd ;))) w ciągu ostatnich ponad pięciu dekad :)

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:33

Cieszę się, że znalazłeś "Tablicę...":) heh, grafodręcznik, powiadasz. I ja się sporo nauczyłam, kiedy go pisałam.

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:14

Tu zaczną się znowu zapiski z podróżnego dziennika, przerwane 25 czerwca 2012 o godzinie 13:47:)

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:15

Dygresyjnie, na wszelki wypadek, bardziej dla możliwego czytelnika-przechodnia niż Autora, któremu wg mnie ten przypis byłby zbędny: literacka hierarchizacja wierszy Barańczaka i Pietrka lub rankingowanie obydwu tekstów, czy tym bardziej obu Panów, w jakichkolwiek innych dziedzinach – są poza moim zainteresowaniem. "Gorszość" i "lepszość" mogą skutecznie oślepiać. Jako założenia i jako oczywisty cel, czyli rezultat poszukiwań: znalezisko, które w końcu jako jedyne zostaje w głowie lub rękach; mało mnie obchodzi teraz takie trofeum.

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:26

Zatem, jako się rzekło i powtórzy się, Twój tekst radzi sobie z tym inaczej. Zresztą, odmienności naturalnie mogą wynikać z jednej z różnic w pochodzeniu: "ultraviolet" archiwizuje czas tuż po katastrofie, a "Grażynie" – wirtuozerię ironii, której jest potrzebny czas. Dlatego też może, między innymi, u Barańczaka Śmierć idzie na banicję. U Ciebie natomiast z jednej z jej najpospoliciej dostrzeganych postaci: ciała-przedmiotu, rzeczy, przeobraża się w Dziecko. Z ciałem tego, kto myślał o umarłym "jest mi bliski".

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:37

(cdn, rzecz jasna. w sprzyjającym czasie)

zgłoś

Pietrek
27 czerwca 2012 o 11:38

"grafodręcznik" - tak myślałem ;D

zgłoś

issa
27 czerwca 2012 o 11:41

hahahah, Pietrek, Pietrek /i tak oto śmiech zostaje, chociaż ona snicka; trochę jak uśmiech Kota z Cheshire;)/

zgłoś

Emma B.
27 czerwca 2012 o 11:40

obrazowo

zgłoś

Pietrek
27 czerwca 2012 o 13:55

Isso - zniknięty Kot i Jego snickający uśmiech, to tylko dwa z trzech elementów układanki. Trzecim jest pamięć. Wprawdzie zwodnicza przez swą wybiórczość, kruchość i skrajny subiektywizm, ale innej nie mamy ;D

zgłoś

issa
28 czerwca 2012 o 01:24

:)

zgłoś

issa
28 czerwca 2012 o 01:37

/notatek ciąg dalszy/ Dzięki temu Śmierć zyskuje prawo do naturalnej obecności wśród żywych. Wolno jej wśród ludzi podlegać przemianie, aż do Śmierci Dorosłej. W świetle Twojego tekstu dzieli bowiem wszystko z ciałem, które zgodziło się ją przyjąć, przechować aż do śmierci. Inaczej niż w "Grażynie", gdzie – nieco wcześniej niż w cytacie z samego początku – brawurowo ocala się umarłe, bo "Śmierć. Nie, to niepoważne. Nie przyjmuję tego do wiadomości".

zgłoś

issa
28 czerwca 2012 o 01:38

Widzisz, konsekwencje różnic w wyborach słów staną się ostrzej widzialne, gdy do Dziennika Podróży wprowadzimy oprócz fizycznej – śmierć społeczną. Kto w życiowym kataklizmie straci miejsce na rzeczywistą obecność, będzie stracony naprawdę, gdy umrze dla świata wg wzoru Barańczaka w tym jednym wierszu: "Zgoda, wiem, nie odpowiesz na moją ostatnią pocztówkę. / Ale będę za to winić coś rzeczywistego, / listonosza, katastrofę lotniczą, cenzurę, / nie nieistnienie, które, zgódź się, nie istnieje". Temu, co nie istnieje ani nie jest przyjmowane do wiadomości – zostanie odmówiona zdolność do przemiany. Żywa Śmierć, człowiek-katastrofa, zamieni się w "takie nic". Widziane jako konieczność. Jedyny możliwy bunt przeciw nieistnieniu.

zgłoś

issa
28 czerwca 2012 o 01:44

(idę, czyli cdn)

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 01:42

...

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 01:44

przymknij sie kobieto

zgłoś

issa
28 czerwca 2012 o 01:48

:) dobranoc

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 01:51

potrzeba miec wyczucie...dobranoc

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 01:52

wyczucie chwili

zgłoś

Rak
28 czerwca 2012 o 02:05

nie pojmie,kto nie przeżyje osobiscie odejscie bliskich...kochanych...eh...przykro...

zgłoś

Zofia Welke
28 czerwca 2012 o 02:09

pietrek - napisalam komentarz i skasowalam. nie umiem powiedziec tu nic sensownego, bo sama ostatnio szukalam odpowiedniego cytatu, tyle ze w twardowskim i rozumiem az za bardzo ten tekst. chcialam tylko, zebys mial slad obecnosci, bo i wiersz we mnie slad zostawia.

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 02:19

jestes Zofio jednak ciekawym przypadkem obecnosci

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 02:20

az skora mi sie jezy....bez odbioru

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 02:35

o szukanie

zgłoś

Szel
28 czerwca 2012 o 02:41

wklep w wikipedie

zgłoś

Pietrek
28 czerwca 2012 o 07:58

dziękuję Zosiu :)

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 04:27

/z dziennika podróży/ "Na złość, na zawsze zapiszę / tę kreskę na tęczówce, zmarszczkę wokół ust". Na złość temu, co nieobecne. W wierszu, który tutaj spotkał się z Twoim. Grażynę stamtąd, poza tym drobnym rysem fizycznym, portretuje się jako rolę społeczną: żonę opozycjonisty. Do niej mówi mężczyzna – podziwia jej dzielność; tytułowe imię jej właśnie zawdzięcza pamięć.

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 04:28

Ewa stąd poprzez utożsamienie jest kimś, kto żyje fizycznie – i szuka wyjścia ze śmierci. Może być i kobietą, i mężczyzną, nie jest ważne, jaka z ról przedzierzga nieżywe w żywe i odwrotnie: inaczej niż u Barańczaka, u Ciebie w granicach tekstu z dedykacją – brak jakichkolwiek znaków, które pewnie oddzielą osobę żyjącą od umarłej. Dlatego nie wiadomo również bliżej, co wywołało konieczności pamięci. Oprócz jednego: poczucia bliskości, w którym Ty potrafi przejść w Ja. Grażyna nie ma prawa umrzeć. W zamian dostaje prawo trwania w zapisanym jej kształcie. Ewa umiera i może przyjmować inne postacie. Zależą od zdolności do fotosyntezy.

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 04:32

/zbliżamy się zatem do trochę końca, trochę nie. proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości; postaram się go niebawem zanotować/

zgłoś

Pietrek
30 czerwca 2012 o 06:34

aż dreszcz...bo rozumiałem/nie rozumiałem Twoje nawiązanie do śmierci społecznej, a teraz sprawy się wyjaśniły - analiza Czytelnika spotkała się z intuicyjnym myśleniem pisacza :) Grażyna "dostaje prawo", Ewa to prawo "ma". I jeszcze o pamięci: jest w nas i my w niej, ruchome w ruchomym, kropla w morzu i morze w kropli, zawieramy pamięć i jesteśmy w niej zawarci. Taki mój dodatek do Twoich rozważań, Dobrego Isso :)

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 13:37

Grażyna "dostaje prawo", Ewa to prawo "ma". Tak.

zgłoś

Pietrek
30 czerwca 2012 o 07:04

dodateczek w zasadzie ;)

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 13:40

/ostatnie zapisy w dzienniku tej podróży/ Fotosynteza wg wiersza z Grażyną okazuje się dziedziną kulturowego ratownictwa emocjonalno-magicznego: litera, słowo potrafią powstrzymać przemianę. Fotosyntezę z Ewą z Twojego tekstu można widzieć jako nową odmianę znaczenia pojęcia, zjawiska i nazwy dla niego, ale w bezpośrednim kontakcie z sensem podstawowym: niemogące zbagatelizować fizyczności stwarzanie związków organicznych z nieorganicznych. Między Ja i Ty. Z udziałem światła i świata, gdzie umowność traci siłę unieważniania obecności.

zgłoś

issa
30 czerwca 2012 o 13:44

Z mocą sprawiania, że człowiekowi, i temu żywemu, i temu bez życia, obojętność nie może stać się kamieniem u szyi: bycie topielcem w czasie to żadna konieczność i niezależnie od natury można połączyć się ze światłem. I z tlenem: oddech z ultrafioletem, który wygoi sińce Śmierci-Dziecka i przemieni je w foto-syntezujące, czyli żywe. Można by znacznie, znacznie więcej. Ale to już byłyby inne historie z innych trochę końców, trochę nie. Dlatego zostawię je; opowiedzą się może w innym czasie i może wcale nie przeze mnie. Dziękuję, Pietrek. I dziękuję, Ewa. Podróż z Wami była niezwykłymi dla mnie przygodami pamięci. Gdybym miała zostawić coś na pamiątkę, zostawiłabym "powierzchni", która w tym tekście była pierwotnie zamiast "listków". Dobrego:)

zgłoś

Pietrek
30 czerwca 2012 o 14:03

Dziękuję Isso, w swoim i mojej przyjaciółki (z małej, by nie dodawać spekulacyjnych znaczeń) imieniu. Szkoda tylko, że myśli i emocje które sprawiły mój wierszyk, nie miały szans na lepsze pióro, ale, jak to prosto i jasno zostało ujęte w "Dezyderacie" się "nie porównuję" Do następnego, wierzę :)

zgłoś

issa
1 lipca 2012 o 11:11

Wiesz, w tym wypadku "lepsze" chyba oznaczało "trafne": na tyle niepozorne, schowane, pozbawione próżności, że mogło skierować uwagę na zjawisko, zamiast na siebie. [poszłam całkiem].

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się