czas na brzoskwiniowe niezdecydowania
Zresztą, czy warto o tym choćby wspomnieć,
Po konfiturach i herbacie,
Wśród porcelany, wśród rozmów o tobie i o mnie,
Czy warto*
z piaskiem w oczach przechodzę do dnia
zanim zgryzoty ochłoną krążę
dookoła bloku rysunki mało technicznie gadam
o niczym piosenka wylała się z ucha do igły
idę ostrożnie jeż się nie zwlekaj
ciała nie słyszałam od dawna
twoich bajek ciekawy tembr głosu
losuj najdłuższą słomkę znowu nocą
księżyc wymazany brzoskwiniowym dżemem
świetlisz mi drogę nie nadążę
za pingwinami krzywe spojrzenie i mucha
przytkana trąbka nie krzyczę przecież
nie mam zwyczaju rolowania pończoch
kiedy czerwone paznokcie
wystarczą żebyś się dziwił
ekler cudna rzecz
*T.S Eliot w tłumaczeniu W. Dulęby
podoba się :)
report
dziękuję i pozdrawiam
report
Gdyby to było moje, skończyłabym pewnie na "mucha", no ale nie jest moje. Ale jest - słodkawy smak rozpadu. Blisko smaku krwi - przygryźć do niej wargę. P.s. Eliot.
report
Dziękuję isso - że wytrzymałaś to po muszce:) hey
report
:)
report
:)
report
dobre...daje do myslenia
report
dziękuję
report
też nie roluję, to rozumiem..
report
alcie - nie robisz kantów :) zaiste prawy z Ciebie człowiek:)
report
nie ma takiego przykazania, którego bym nie złamał..
report
moja krew :)
report
"księżyc wymazany brzoskwiniowym dżemem " - też się nim umazałam w zaczytaniu :)
report
trzymaj chusteczkę - albo zostań w czerwonawej poświacie :)
report
Dobrze :)))
report
zgodliwość :)
report
ech znów smutnie:)i trudne:) niektórzy lubią swobodę interpretacji, mnie bliżej do dosłowności:) to przez ten mój łeb heh:)
report
ale wolę być zgodny:)jak mogę:)
report