ptak wielkim dziobem
obejmuje kamienny słup
na szczycie siedzi
szymon
ojciec był tramwajarzem
miał czapkę i przyrząd
do dziurawienia biletów
stał w tramwaju
poważny surowy
wychodził z domu
nim słońce wychyliło
jasną twarz
zza węgła kamienicy
w której tkwiły kule
z czasów wojny
do teczki wkładał
ciemny chleb zawinięty
w biały papier
ale wiele lat temu
był więźniem
pracował jako górnik
w katowicach
które nazwali stalinogrodem
wtedy łapczywie zaczął
pić biały alkohol
który budził w nim
nienawiśc i agresję
za ten grzech ojca
szymon pokutuje
na samotnym słupie
Ciechocinek, 23 października 2011 r.
Niech zejdzie. Nie musi. Odkupił ojcowskie winy tym wierszem.
report
dziękuję -- ale nie wiem czy tak jest naprawdę jak ty wielce łaskawa moja czytelniczko -wywodzisz w swej wielkiej dobroci
report
coś fajnego, ciekawego w tym wierszu, zatrzymuje - miłego dnia życzę krsto;)
report
dziękuję ci michale i pozdrawiam
report
Wiersz zatrzymał poprzez opowiadaną historię - tylko literówka Mos Panie - więżniem ? -więźniem:)Pozdrawiam.
report
dziękuję za zwróconą mi uwagę ale nie zawsze wkładam okulary gdy piszę--pozdrawiam i miłego
report