mokre deski za oknem
co będzie jak wrócę
z wszystkimi bagażami
w rękach zwieszonych nisko
stoję przed lustrem
patrzę na twarz dziecka
któremu odebrano zabawki
i kazano pójść do szkoły
lecz jeszcze namaszczam
ciało oliwą
bo wiem że jutro wyjdę na arenę
aby ubiegać się o względy cezara
wracam na łąki po powodzi
pachnie mułem i tatarakiem
w dołkach wypełnionych wodą
pływają płotki o czerwonych skrzelach
przedwczoraj
łowiłem ryby
stałem z wędką na brzegu rzeki
patrzyłem na spławik z gęsiego pióra
rzucałem gliniane kule
tkwiły w nich fragmenty
chleba i płatków owsianych
na zgubę milczących sióstr
podpływały wolno
zaczepiały o haczyk wargi
obejmowałem je dłonią
ostrożnie i czule
teraz walizki stoją pod ścianą
milczą bo wszystkie słowa
wypowiedziano
i wszystkie klucze pogubiono
Dębki, 8 września 2011
to pierwszy z pana wierszy, który mnie po prostu urzekł.
report
dziękuję za dobre słowo --- czasami coś takiego napisze sie czego przedtem nie zaplanawano
report
czasami...
report
Bardzo klimatyczny obraz, Krzyś. Biorę. ;) Z jedną uwagą - jak "wracam na łąki", to "pływają", a nie "pływały płotki" - dbaj o następstwo czasów. ;) Buźka na dobry dzień. :)
report
tak, ten wiersz i mnie urzekl...chce na ryby Krzys!!:))
report
no widzisz miladoro mam ciągle problem z czasami i ich następstwem-- ale to może sprawa wieku---- sraram się być precyzyjny i coś ciagle nie wychodzi--- podziękowania
report
dziekuję krysiu ale te ryby były bardzo wiele lat temu-- nigdy potem do nich nie powracałem gdy umarł mi mój nauczyciel wędkarstwa--- precyzyjniej: powracałem tylko we wspomnieniach
report